GÓRA KALWARIA/KONSTANCIN-JEZIORNA Surowy wyrok dla 64-letniego Edwarda P., który jadąc do pożaru strażacką scanią zmiażdżył w Brześcach fiata cinquecento. Kierująca nim kobieta zginęła na miejscu. Wyrok jest nieprawomocny


Dwa lata więzienia, pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów i nakaz zapłacenia po 20 tys. zł córce i mężowi tragicznie zmarłej Doroty Fornal. Tak dotkliwego dla oskarżonego orzeczenia sądu nie oczekiwała nawet piaseczyńska prokuratura, która wnioskowała o rok pozbawienia wolności, trzyletni zakaz kierowania samochodami oraz zapłatę 40 tys. zł. – Wyrok jest bardzo surowy – skomentował Edward P. szybko opuszczając salę rozpraw piaseczyńskiego sądu. Mężczyzna zapowiada apelację, bo wygłoszone w poprzedni poniedziałek orzeczenie nie jest prawomocne.
Wyrok satysfakcjonuje bliskich zmarłej, bo o taką karę zabiegał ich pełnomocnik. – Przy takiej tragedii żaden wyrok nie będzie sprawiedliwy. Dla mnie najważniejsze jest to, że uznano winę strażaka, bo on od samego początku szedł w zaparte, że sprawcą wypadku była moja żona. Nie planuję odwołania od wyroku, ponieważ nie wierzę w surowsze orzeczenie sądu wyższej instancji – skomentował Zbigniew Fornal, mąż ofiary.

Pierwszy kurs scanii

Jadąc ratować cudze życie, oskarżony nie miał prawa narazić i odebrać innego życia – stwierdził uzasadniając wyrok sędzia Rafał Janiszowski-Downarowicz

Do tragedii doszło w niedzielę wyborczą 30 listopada 2014 roku w centrum Brześc. Około godz. 13 miejscowa, 53-letnia nauczycielka, skręcała w lewo na teren szkoły. W tym momencie w jej fiata ciquecento uderzyła z ogromną siłą scania, która pędząc w stronę Konstancina-Jeziorny wyprzedzała kolumnę pojazdów i wysepkę z kostki brukowej na środku jezdni. Kobieta nie miała żadnych szans na przeżycie. Maksymalnie obciążony wodą i paliwem czerwony wóz jak taran pchał fiata przed sobą przez 75 metrów.
To był pierwszy kurs nowej scanii, którą strażacy z OSP w Bielawie dwa dni wcześniej odebrali od władz miasta. Trzech kierowców wybrało się tej feralnej niedzieli na przejazd próbny, byli ubrani po cywilnemu. Kiedy zostało im około 5 km do Góry Kalwarii, odebrali wiadomość o palącym się garażu w Kępie Okrzewskiej. Postanowili, że zawrócą do remizy, przebiorą się w uniformy, zabiorą kolegów i ruszą na akcję.
Jak wynika z ustaleń biegłych, w centrum wsi, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km/h, Edward P. rozpędził 25-tonowy wóz do około 90 km/h. – To był kowbojski wybryk. Oskarżony wyprzedzał kolumnę samochodów na wysokości szkoły i przejścia dla pieszych ze znakiem „Agatką” – grzmiał mecenas Marcin Zawistowski, pełnomocnik pokrzywdzonych.
– Ta prędkość była zbyt duża nawet jak dla samochodu uprzywilejowanego. Uniemożliwiła kierowcy szybką reakcję – oświadczył przed sądem Wojciech Pasieczny, biegły z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych.
– Po to są samochody uprzywilejowane, żeby mogły przekroczyć prędkość. Na karetkę czy straż pożarną pokrzywdzeni nie mogą czekać w nieskończoność – polemizowała z nim obrończymi strażaka z Bielawy.

Takiej jeździe na akcję brak sensu

Sędzia Rafał Janiszowski-Downarowicz uzasadniając wyrok przekonywał, że „oskarżony naruszył wszelkie zasady ruchu drogowego”. – Owszem oskarżony jadąc pojazdem uprzywilejowanym mógł złamać przepisy ruchu drogowego, natomiast cały czas obowiązywało go zachowanie szczególnej ostrożności – argumentował. – Jadąc ratować cudze życie, oskarżony nie miał prawa narazić i odebrać innego życia. Przecież to by w ogóle nie miało sensu. Po co byłyby akcje ratownicze, skoro po drodze mogłoby zginąć więcej osób niż jest zagrożonych w pożarze.
Sąd przesłuchał 18 świadków, aby ustalić m.in. czy scania przed wypadkiem miała włączony sygnał dźwiękowy. Ostatecznie sędzia oznajmił, że scania jechała bez nich, a zeznania dwóch innych strażaków towarzyszących oskarżonemu uznał za fałszywe. – Wszyscy świadkowie niezależni stwierdzili, że nie było słychać sygnałów dźwiękowych – kiedy sędzia wygłaszał te słowa, Edward P. kręcił z niedowierzania głową. – Była kobieta, która zeznała, że przez okno słyszała sygnał – przekonywał skazany poza salą sądową.

Nie padło „przepraszam”

Na początku procesu oskarżony nie przyznał się do winy. Składając wyjaśnienia opowiadał, że „fiat nagle wyjechał z wyprzedzanej kolumny samochodów”. – Nie zahamowałem, bo było ryzyko, że przewrócę wóz – tłumaczył i dodał, że nie zdawał sobie sprawy, iż przez kilkadziesiąt metrów pcha zmiażdżonego fiata. – Nie widziałem go zza kierownicy. Myślałem, że uderzył w nasze koło i odbił się – tłumaczył. Wydając wyrok sąd uznał, że Dorota F. „przyczyniła się do wypadku, co jednak nie może skutkować uniewinnieniem oskarżonego”.
Na sali sądowej nie padło z ust oskarżonego słowo „przepraszam” w kierunku rodziny zmarłej. Na ostatniej rozprawie Edward P. oświadczył: Ubolewam, że nie mogłem nic zrobić, aby nie doszło do wypadku.

Piotr Chmielewski

26 KOMENTARZE

  1. Prawie identyczna sytuacja jak z panią premier, tyle tylko że tam wina była tylko jedna. Ja się pytam gdzie w tym kraju jest sprawiedliwość bo na pewno nie w sądzie. Współczuje rodzinie zmarłej ale jeszcze bardziej kierowcy. Ludzie patrzcie w lusterka !!!

  2. Gdyby to sędziemu się coś działo (nie życzę mu tego), a Strażak jechałby z „przepisami” to zostałby oskarżony o „opóźnione” dojechanie do celu i pomoc. CO W TEJ POLSCE SIĘ DZIEJE?

      • Nie ma czegoś takiego, jak opóźnione dojechanie do celu. Czytajcie ze zrozumieniem, bo wyrok jest bardzo dobrze uzasadniony. Ratowanie jednego życia nie może się odbywać kosztem innego. Nie jest ważne, czy ofiara popełniła błąd z powodu lekkomyślności czy nieświadomie, ważne jest, że kierowca, jadąc pojazdem uprzywilejowanym świadomie decyduje, które przepisy może złamać, oceniając stwarzane zagrożenie, a jakich nie powinien łamać, bo stwarza zbyt duże ryzyko. I to ani nie pierwszy ani nie ostatni przypadek, gdzie kierowca pojazdu uprzywilejowanego ponosi odpowiedzialność za spowodowanie wypadku, jedynie ostatnio dużo się o tym mówi, bo co chwilę mamy zdarzenia spowodowane przez organy władzy państwowej i tema jest nośny. Wyroków skazujących kierowców karetek jest w takich przypadkach mnóstwo, w większości przypadków.

        • nie życzę źle ale jak tobie dom czy coś będzie się palić to przepisowo
          palicho że dom spali się ważne że przepisowo czy tam w rozwalonym będziesz oczekiwać pomocy

    • A co w sytuacji gdy będzie uczestniczył w wypadku podczas jazdy do pożaru?
      Zostaje na miejscu zdarzenia a pożar robi swoje i po ptakach.
      Śpieszył się i nie dojechał. Co wtedy ma do powiedzenia prokurator?

  3. Znam p. Edwarda oraz jego rodzinę od lat…. Jest to olbrzymia tragedia dwóch rodzin. Współczuję panu Fornalowi. Znam również doskonale skręt do szkoły w Brześcach. Nie ma bezpiecznych lewoskretów. Pan Edward zanim doszło do tragedii w Brześcach uratował naprawdę bohatersko wiele istnień. Mam nadzieję że ludzie o tym nie zapomną. Takie wyroki mają jak przysłowiowy kij dwa końce kierowcy pojazdów uprzywilejowanych z pewnością wezmą go pod uwagę, tylko czy będą chcieli jechać ratować życie ? . Art. 53 punkt 2 prawo o ruchu drogowym jasno określa jak ma zachować się kierujący pojazdem uprzywilejowanym brakuje punktu myśl i dbaj o wszystkich uczestników ruchu drogowego. Dział II rozdział 1 art. 9 kierowany jest do kierowców pojazdów warto go sobie przypomnieć. To był trudny wyrok dla sędziego Janiszowskiego. Czy sprawiedliwy nie nam to oceniać.

    • Tak to mogl siedzieć na dupie a nie przejażdżkę sobie robic,wyrok może za ostry ale gdzie słowo przepraszam? To świadczy jaki jest ten człowiek.

      • baranie..abyś nie potrzebował pomocy tych ludzi..teraz op;luwasz a jak rozpieprzysz się będziesz błagać o pomoc…..

  4. Tutaj wina strażaków-sarkazm, ale taki sam przebieg zdarzeń był ostatnio kiedy to Pani premier miała wypadek i tutaj oskarżają kierowcę osobowki, A nie kierowcow uprzywilejowanego boru… Taka sprawiediwosc…

  5. no skoro do działań rat-gaś. kieruje pojazdem kilkunastotonowym 64 letni strazak OSp to gdzie odpowiedzialnosc zarzadu aby dopuscic „seniora” za kolko takiego pojazdu!

    dlatego my mamy mozliwosc odejscia po 15 latach nie po to aby zylo sie nam lepiej ale dla bezpieczenstwa swojego i obywateli.

  6. jestem strażakiem, wiem jak bywa, kierowcy nawet sami zajeżdżają drogę samochodowi aby uzyskać odszkodowanie….znam wiele takich przypadków…..w tym …stało się…..to osoba kierująca tym nieszczęśliwym samochodem (pokój jej duszy, nie powinno się tak stać!) powinna uważać…”michały” widać daleko…..

  7. Wyrazy współczucia dla obojga rodzin. Doskonale wiem co przeżywają rodziny. Współczuję Panu Edwardowi tego co się stało i wyroku jaki dostał.
    Rozniez mam proces w sądzie za wypadek śmiertelny jadąc na wezwanie do straży.
    Czytając ten artykuł coraz bardziej sobie uzwiadamiam ze będzie coraz mniej osób chcących udzielać pomocy.

  8. Obie strony pokrzywdzone! Coraz większa liczba wypadków z uprzywilejowanymi to również wina braku umiejętności zachowania się kierowców jak widzą uprzywilejowany samochód!

  9. Najwyraźniej sędzia ma jakieś ale do strażaków bo wszystko wszystkim ale ten kierowca posiadał uprawnienia które ktoś wydał i nie złamał przepisów gdyż kodeks zezwala pojazdom uprzywilejowanym na ich ominiecie, owszem być może nie do końca zachował szczególną ostrożność ale nie ma określonych norm co jest bezpieczne, jest to wolna interpretacja prawa. W tym wypadku kobieta złamała przepisy gdyż winna się upewnić czy inny pojazd nie wyprzedza kolumny i tyle w temacie.

  10. Widzę wiele osób zauważa podobieństwa do wypadku z udziałem samochodu p. Premier w Oświecimiu. Co zatem sprawia, że jest taka rozbieżność w interpretacji przepisów ?

  11. Moim zdaniem kara jest sprawiedliwa. Prowadzący wóz powinien zachować ostrożność jak jeszcze nie włączył sygnału dźwiękowego jak Pani miała go zauważyć, usłyszeć …. większość tu broni strażaka bo jechał na akcje . Owszem mógł zawrócić by się przebrać i jechać na akcje, ale jaki w tym był sens ? Gdy jest wezwanie trzeba ruszać od razu a nie marnować czas na jakieś zawracanie i przebieranie się. Ich koledzy na pewno byli już w drodze . To zachowanie było skrajnie nieodpowiedzialne po tylu latach pracy powinien mieć więcej ‚oleju’ w głowie jak widać tego mu zabrakło. Nie padło nawet słowo ‚przepraszam’ nie było okazania skruchy tylko kłamstwa i wymówki z jego strony i jakim on jest niby człowiekiem?? Zastanówcie się kogo bronicie, stając za takim człowiekiem SAMI o sobie stwierdzacie że z was są tak samo puści ludzie jak z niego . Bardzo współczuję Panu Fornalowi i córce takiej tragedii, która nie miała prawa się wydarzyć!!!

  12. Ciekawa jestem, jaka jest sprawbnośc psychomotoryczna 64 latka? Poza tym jechał jak pisze w artylule do płonącego garażu? Czyje życie było tam zagrożone??? Opon? Oczywiście, że dostał dobrze, a nawet za mało. Na zawracanie i przebieranie się był czas, a na uszanowanie życia ludzkiego nie?

  13. Czy Pani z cinquecento nie powinna zachować szczególnej ostrożności skręcając w lewo? Niech jej mąż teraz zamknie dziób, bo niszczy życie innej rodzinie (dzielnego strażaka), żony i tak nie wskrzesi. Mściwy cep!

  14. Napisze. Tak jak by zgineła wasza rodzina i widzieli całe zdazenie wypadku jest winien strażak .
    Linnia ciagła . sznur aut i kobieta skreca do szkoły .
    Ginie przed własnym domem szkoda kobiety ,nauczycielka .

  15. Pseudo strazacy podziwieni jak ktos smie ich ukarac… juz sie odgraza jeden psp z drugim osp jak to przepisowo beda jezdzic do pozaru… i co ty wiele pomozesz jak dom sie pali… polejesz woda zgliszcza i przerzucisz z kupki na kupke. Co sie pali to sie spali… chodz przyjedzie 20 zastepow i 100 dzielnych strazakow.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię