PIASECZNO Kilka miesięcy temu Adam Hamerlik i Aleksander Hanusz przepłynęli Atlantyk 5-metrowym jachtem, który był budowany w Henrykowie Uroczu i Tarczynie


Pierwsze regaty „Setką przez Atlantyk” (setka to niewielki, tani w budowie jacht kabinowy o długości 5 m i szerokości 2,2 m, który został zaprojektowany w latach 80. przez Janusza Maderskiego) odbyły się w roku 2012. Jesienią ubiegłego roku odbyła się druga edycja regat, a w następnym ma być kolejna – dla uczczenia 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Ubiegłoroczny wyścig, w którym wystartowało ostatecznie osiem łódek (jedną z nich płynęli Adam Hamerlik i Aleksander Hanusz), został podzielony na dwa etapy. Jachty wystartowały w połowie listopada z Sagres w Portugalii, gdzie Henryk Żeglarz założył pierwszą na świecie szkołę morską i skierowały się w kierunku Santa Cruz na Teneryfie. Drugi etap wyścigu kończył się w Fort-de-France na Martynice.

Zbudowali łódkę w dużym pokoju

– Jak usłyszałem o pierwszych regatach pięć lat temu, zacząłem marzyć, aby wystartować w ich następnej edycji – mówi Adam Hamerlik, doświadczony żeglarz, który wcześniej dopłynął łódką m.in. do Holandii. – Wyścig to zawsze jest współzawodnictwo, jakiś dreszczyk emocji. Poza tym zbudowanie od podstaw setki nie kosztuje dużo, są to pieniądze rzędu 15-20 tys. zł. Koniec końców, w tym projekcie najdroższa okazała się logistyka, a konkretnie wysłanie łódki kontenerem z Martyniki na Karaibach do Polski.

Kadłub łodzi powstał w dużym pokoju domu w Henrykowie Uroczu

Adam Hamerlik długo rozmawiał o swoim pomyśle z przyjacielem, Piotrem Poprawskim. W końcu postanowili wspólnie wziąć udział w rejsie i zaczęli szukać miejsca, w którym mogliby zbudować łódź. Znalezienie odpowiedniej lokalizacji nie było jednak proste.
– W końcu Piotrek wymyślił, że zbudujemy łódkę w jego domu w Henrykowie Uroczu, a konkretnie w dużym pokoju.

Budowa łodzi zaczęła się jesienią 2014 roku. Adam Hamerlik i Piotr Poprawski długo pracowali nad konstrukcją kadłuba, korzystając z projektu Janusza Maderskiego. Wiosną jacht został przetransportowany do siedziby firmy Arkom (również w Henrykowie Uroczu), gdzie został pokryty laminatem i polakierowany. Później trafił do Tarczyna, do stolarni Macieja Kostyrki, gdzie uzbrojono go w takielunek.
– W sumie budowa łodzi zajęła nam rok, przy czym pracowaliśmy tylko w weekendy – mówi Adam Hamerlik. – Jako, że był to dla nas debiut, wcześniej do całej operacji długo się przygotowywaliśmy, wertując mnóstwo fachowej literatury.

Wiosną 2016 roku łódka pojechała nad zalew we Włocławku, gdzie była testowana, a następnie została ochrzczona. I gdy przygotowania do wyprawy wkraczały na ostatnią prostą, wszystkie plany pokrzyżowała nagła śmierć Piotra Poprawskiego.
– To był dla wszystkich ogromny szok – wspomina Adam Hamerlik. – Długo zastanawiałem się, czy kontynuować ten projekt. W końcu skontaktowałem się z Olkiem Hanuszem, który zgodził się towarzyszyć mi w rejsie.

Delfiny i oceaniczna fala

Podczas testów, w łodzi wyszły drobne mankamenty. Przeciekało część okuć pokładowych, źle zrobione były odpływy z kokpitu. Jednak były to drobiazgi, które szybko zostały usunięte. W połowie października ubiegłego roku jacht został przewieziony do Olecka, skąd firma Delphia przetransportowała go na swój koszt do Portugalii. Choć początkowo w regatach miało wziąć udział 12 łódek, na linii startu stanęło ostatecznie 8.
– Pokonanie pierwszego etapu zajęło nam tydzień, na drugi potrzebowaliśmy 27 dni – mówi Adam Hamerlik. – Na początku wszystko było nowe. Wrażenie robiła na mnie fala oceaniczna, dochodząca do 8 m wysokości. Widzieliśmy też delfiny, świecący plankton, orki, żółwie morskie. Było dosyć chłodno i wietrznie. Kiedy płynęliśmy pod wiatr, łódką strasznie telepało, zupełnie jakbyśmy płynęli po kartoflisku. Parę razy na dużej fali powiozło nas i obróciło, ale na szczęście nic poza tym się nie stało i obeszło się bez niebezpiecznych sytuacji. Mieliśmy system wachtowy, zmienialiśmy się co 4 godziny. W tym czasie druga osoba mogła się przespać. Samotni żeglarze nie mają tego komfortu i muszą wstawać co 15 minut, aby sprawdzić czy nie ma czegoś na horyzoncie, bo oprócz kolizji z większym statkiem można wpaść np. na dryfujący kontener.

Adam Hamerlik uważa, że wszystkie załogi dobrze przygotowały się do wyścigu, dzięki czemu udało się im osiągnąć bardzo dobre czasy. Regatom sprzyjała też pogoda, bo cały czas wiał silny wiatr. Dzięki temu zbudowana w Henrykowie Uroczu łódka pokonywała nawet 120-130 mil morskich na dobę.

Łódka trafi na licytację

– Ten projekt zajął mi dwa lata – mówi Adam Hamerlik. – Mam już pomysł na kolejny, ale na razie nie wiem, czy uda mi się go zrealizować. Wcześniej będę musiał porozmawiać o tym z rodziną.

Pod koniec czerwca w Henrykowie Uroczu odbędzie się piknik na powitanie lata. Będzie można obejrzeć na nim słynną łódź oraz spotkać się z nieustraszonym żeglarzem, który będzie opowiadał o przygodzie swojego życia. Pod koniec roku jacht zostanie przekazany Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy i trafi na licytację.

Tomasz Wojciuk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię