Maciej Michalski: Po co nam nazwy ulic?

W naszych miejscowościach co roku przybywa ulic, placów i innych miejsc publicznych, a tym samym przybywa nowych nazw. Często są to nazwy przyrodnicze, czyli pochodzące np. od gatunków ptaków (nieraz całkowicie bez związku z naszą strefą geograficzną np. Pelikanów), są też ulice nazwane od gatunków drzew, owoców, owadów i zjawisk atmosferycznych. Postawmy sobie pytanie: co takie nazwy „mówią” o naszej okolicy? Czy miejscowości naszego powiatu słyną z niespotykanego w innych rejonach bogactwa przyrody? Wątpię.

Nazwy miejsc publicznych od zawsze były swoistą informacją o lokalnej społeczności. Pierwotnie określano w nich ich funkcje (np. ul. Główna) jak i najważniejsze dla danej zbiorowości wydarzenia, lub postaci. Jednak nazwy nadawane w ostatnich latach, najczęściej nie odnoszą się do żadnego z tych kryteriów. Skoro w nazwach ulic ma się zawierać obraz naszej zbiorowej pamięci, dlaczego nadając je, tak rzadko sięgamy do lokalnego dorobku, do doniosłych wydarzeń i postaci, które należy upamiętniać? Dlaczego w tej sferze, zamiast budować i utrwalać nasze lokalne dziedzictwo, a przez to również naszą tożsamość, upamiętniamy brzozy, perkozy i bławatki, które choć urocze, to jednak w żaden sposób nie charakteryzują naszych miejscowości.

Aby nie narażać się na zarzut gołosłowności posłużę się przykładami. Próżno szukać ulic nazwanych na cześć policjantów, lekarzy, nauczycieli i wojskowych wywiezionych z naszych miejscowości do Katynia, Charkowa i Miednoje, choć, jak wynika z ksiąg tamtejszych cmentarzy wojskowych, każda z gmin naszego powiatu ma tam „swoją mogiłę”. Również wśród ofiar niemieckich obozów zagłady znajdujemy dane osób, które stąd wyruszyły w swoją ostatnią podróż. Zbyt mało jest ulic upamiętniających wybitnych artystów, nauczycieli i działaczy społecznych zarówno świeckich jak i duchownych, których groby możemy odwiedzać na okolicznych cmentarzach. Podobnie rzecz ma się z uczestnikami Insurekcji Kościuszkowskiej i Powstania Styczniowego oraz z wydarzeniami, które w tamtym czasie wstrząsnęły naszą okolicą, a o których dziś możemy się dowiedzieć tylko z literatury.

Powyższe przykłady sygnalizują niepokojące zjawisko, którego przyczyny nie podejmę się analizować. Zwracam się natomiast z apelem do wszystkich pośrednio i bezpośrednio odpowiedzialnych za nadawanie nazw miejscom publicznym, począwszy od uczestników zebrań sołeckich, poprzez sołtysów, po radnych gminnych, o głębszy namysł przed kolejnym głosowaniem nad nadaniem nowobudowanej ulicy nazwy „ulica Sosnowa”.

Maciej Michalski
Sekretarz Powiatu Piaseczyńskiego

PS. Według danych urzędowych na terenie Powiatu Piaseczyńskiego jest już 35 „ulic Sosnowych”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię