GÓRA KALWARIA Członkowie dwóch lokalnych stowarzyszeń zbierają podpisy pod apelem do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka o likwidację ośrodka dla uchodźców w Lininie. Wierzą, że dopną swego

Czara goryczy przelała się na początku kwietnia, kiedy dorosły Czeczen, na oczach kilkuletnich dzieci zaatakował nauczyciela oraz pracownika ochrony Zespołu Szkół w Coniewie, najbliżej położonej Linina. Z ustaleń policji, która zabezpieczyła zapis monitoringu w placówce, 23-letni obcokrajowiec naruszył nietykalność cielesną pedagoga. Świadkowie twierdzą, że cudzoziemiec oraz jego rodak byli także agresywni w stosunku do rodziców. Policja zatrzymała mężczyznę mieszkającego poza ośrodkiem dopiero kilka dni temu i postawiono mu zarzuty. Wiele wskazuje, że zostanie deportowany.

Oby nie było za późno

W piśmie do ministra Błaszczaka jego autorzy (którzy podpisali się jako „mieszkańcy”) przekonują, że apel o zamknięcie ośrodka wynika z troski o bezpieczeństwo dzieci, „które w wyniku obowiązującego prawa, są skazane na uczęszczanie do szkół wraz z dziećmi uchodźców”.
W ich ocenie ośrodek „stał się enklawą patologii oraz bezprawia spowodowanego poczuciem bezkarności wynikającym z pobłażania ze strony władz i policji (…). Ośrodek w Lininie funkcjonuje od 2004 roku (…). Przez te wszystkie lata grożono nam i naszym dzieciom czy to pobiciem, czy podpaleniem. Nasiliły się kradzieże i włamania” – czytamy w piśmie. Autorzy piszą też o piratach drogowych zamieszkałych w ośrodku i najobszerniej opisują ostatnie wydarzenie.
„Policja dopiero po kilku telefonach przyjechała do szkoły” – skarżą się i zwracają się do ministra: „Jest Pan dla nas ostatnią deską ratunku, gdyż na władze gminy i policję nie możemy liczyć”.
W zbieranie podpisów zaangażowali się członkowie lokalnego, prawicowego Stowarzyszenia Rodzin Polska Pamięć i Tożsamość oraz sołtysi związani ze Stowarzyszeniem Razem dla Góry. Ta pierwsza organizacja w styczniu zeszłego roku organizowała na rynku w Górze Kalwarii demonstrację przeciwko zwiększaniu liczby mieszkańców ośrodka w Lininie (po informacjach, że może do tego dojść).

Podpisy zbierane są w mieście m.in. w przychodni eMK Med przy ul. Jana Białka 5, firmie Al-Dom przy ul. Sobieskiego 21 oraz punkcie DPD przy ul. Armii Krajowej 5i, a także we wsiach.
– Spodziewamy się poparcia kilku tysięcy osób – mówi Marcin Gwardys, prezes Stowarzyszenia Rodzin Polska Pamięć i Tożsamość. – Wierzę, że jesteśmy w stanie rzeczywiście wpłynąć na obecne władze. Chcemy doprowadzić do likwidacji ośrodka teraz, ponieważ za dwa lata może zmienić się w kraju władza i jeszcze wypełnią obiekt cudzoziemcami – dodaje.
Podpisy będą zbierane do 20 maja. Potem autorzy listu chcą zorganizować konferencję prasową i nadać możliwie duży rozgłos przekazaniu pisma. – W Łomży czy Białymstoku o istnieniu ośrodka dla uchodźców zdecydowały protesty społeczne – tłumaczy Marcin Gwardys.

Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy

W ośrodku w Lininie utworzonym w byłej jednostce wojskowej jest około 400 miejsc, ale najczęściej zapełnione są przeszło w połowie. Burmistrz Dariusz Zieliński przypomina lata, kiedy do miejscowych szkół uczęszczało 150 dzieci, teraz jest ich o połowę mniej. Włodarz przyznaje, że zamknięcie ośrodka byłoby ulgą dla gminy.

– Kiedy powstawał, miał być dla nas dodatkową wartością. Niestety, przynosi nam same kłopoty – komentuje.
Jak tłumaczy, dzieci uchodźców muszą realizować obowiązek szkolny w lokalnych placówkach, a gmina jest zmuszona to kontrolować.
– To my wywalczyliśmy w ministerstwie obecność asystenta kulturowego w szkole w Coniewie i innych podobnych placówkach w Polsce. Bo resort nie interesuje się naszymi problemami związanymi z uczniami cudzoziemcami. Ponieważ ze względu na różnice językowe i kulturowe dzieci przebywające w obiekcie w Lininie często przychodzą do szkoły nieprzygotowane, a także popadają w konflikty rówieśnicze, moim zdaniem pierwszy rok nauki powinny odbywać w ośrodku z naszymi nauczycielami. Władze oświatowe jednak nie słuchają naszych argumentów – tłumaczy burmistrz.
Dariusz Zieliński twierdzi, że władze samorząd gminy zrobił wszystko, co mogły, by zadbać o bezpieczeństwo dzieci, w szkołach, w których uczęszczają obcokrajowcy.

– Przede wszystkim rozdzieliliśmy uczniów z ośrodka na kilka szkół, zapewniliśmy dodatkowego opiekuna w autobusie dowożącym uczniów i pracownika ochrony w placówce w Coniewie. Jednak ze szkoły nie można zrobić twierdzy. Ostatni przypadek z udziałem 23-letniego Czeczena był pierwszym tak drastycznym zdarzeniem – dodaje.

Piotr Chmielewski

Czytaj także: 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię