KONSTANCIN-JEZIORNA Konstancińskie ogrody, do których w sobotę i niedzielę właściciele szeroko otworzyli bramy, przyciągnęły wielu spacerowiczów. Gościnni gospodarze w ramach festiwalu zjednywali sobie ciekawskich najrozmaitszymi atrakcjami


W niedzielne południe wybraliśmy się do Skolimowa, na ul. Kołobrzeską, gdzie Tomasz Bieske po raz pierwszy udostępnił sąsiadom piękny, półtorahektarowy ogród nad Jeziorką otaczający odrestaurowany dwór należący dawnej do rodziny Prekerów, właścicieli Skolimowa. Ciekawostką parku są dwa pomnikowe drzewa.

Nadszedł czas na otwarcie bramy

Pan Tomasz jest rdzennym Warszawiakiem, ale kiedy 5 lat temu zamieszkał z rodziną w Konstancinie-Jeziornie, uzdrowisko go zafascynowało, stał się wręcz lokalnym patriotą.

– Mieszka się tu bardzo przyjemnie. Blisko Warszawy, ale jednocześnie w ciszy i spokoju. Uznałem w pewnej chwili, że nadszedł czas, aby to piękne miejsce udostępnić okolicznym mieszkańcom, którzy wychowali się na miejscu. Dworek jest podstawowym elementem Skolimowa, to dziedzictwo historyczne Konstancina-Jeziorny – tłumaczy. Tomasz Bieske ratując zrujnowany dwór poznawał jego dzieje. – Dziś i wczoraj, poprzez rozmowy z gośćmi, bardzo dużo dowiedziałem się na temat tego miejsca. Jestem zaskoczony, że aż tyle osób mnie odwiedziło – przyznaje z zadowoleniem. – Chciałbym, żeby pozostałe, zniszczone, przepiękne wille w Konstancinie również odzyskały świetność – dodaje. Pan Tomasz chwali Festiwal Otwarte Ogrody. – Uważam, że sąsiedzi powinni się integrować, mieć większą otwartość na innych i historię – mówi.

W ogrodzie państwa Bieske spotkaliśmy… Marię z Gałeckich Prekerową, a raczej Agnieszkę Osowiecką, która wcieliła się w jej rolę. Wizyta w ogrodzie przy Kołobrzeskiej była jednym z punktów gry miejskiej zorganizowanej przez Klub Kulturalny Drabina przy Ochotniczej Straży Pożarnej w Skolimowie. Ku zaskoczeniu organizatorów do pierwszej edycji zabawy terenowej zgłosiło się aż 60 osób.

Tomasz Bieske, właściciel odrestaurowanego, dawnego dworu Prekerów, obok Agnieszka Osowiecka jako Maria Prekerowa

Konstancin, którego już nie ma

Dużą popularnością cieszyła się również wystawa „Okupanci. Niemcy na terenie Konstancina-Jeziorny w latach 1939-1945” przygotowana przez Adama Zyszczyka, pasjonata miejscowej historii. Obok willi Taira i Leliwa (obecnie znajduje się w nich ośrodek hotelowo-szkoleniowy) przy ul. Sienkiewicza zostało wystawionych kilkadziesiąt unikatowych zdjęć, wiele ze zbiorów miejscowych kolekcjonerów, który nabyli zdjęcia od niemieckich i austriackich antykwariuszy.

Po sąsiedzku wystawę własnych fotografii zorganizowała Monika Bukowińska. Pani Monika od lat utrwala konstancińskie wille i ich detale, od początku czyli 10 lat (czyli od kiedy istnieje konstanciński festiwal) otwiera ogród przy willi Moja dla zwiedzających. Nazwała tegoroczną ekspozycję „Wystawa protest song…” – Zdjęcia prezentują moje spojrzenie na Konstancin z bliska. Niestety, część willi już nie istnieje, spłonęły lub zostały zburzone. Strasznie mnie to boli – mówi konstancinianka w piątym pokoleniu. Jak mówi, dokumentacja architektury drewnianej i detali stał się przez lata jej drugim zawodem.

Monika Bukowińska od lat utrwala na zdjęciach konstancińskie wille oraz ich detale i od dekady – podczas festiwalu –  eksponuje fotografie przy willi Moja

W ogrodzie pani Moniki spotkaliśmy Elżbietę Jułkowską z mężem i córką, który po raz pierwszy wybrali się w wędrówkę po festiwalowych ogrodach. – To bardzo sympatyczna impreza – przyznała.

Urzeczeni folklorem

Pochwał gospodyni nie szczędzili także osoby przybyłe do ogrodu Grażyny Leśniak w Cieciszewie. Pan Robert aż z warszawskiego Gocławia przyjechał do tego urokliwego zakątka i w sobotę, i niedzielę. Uczył się m.in. gotowania tradycyjnej miejscowej zupy – sytochy (osobiście tarł ziemniaki). Pani Grażyna zorganizowała u siebie 280 urodziny Urzecza – na nowo odkrytego kilka lat temu regionu nadwiślańskiego rozciągającego się od Pilicy po warszawską Pragę (pierwsze wzmianki o nim datowane są na rok 1737). Z urokliwego zakątka w Cieciszewie nikt nie wyszedł głodny lub spragniony. Oprócz zupy (w sobotę gości zajadali się barszczem buraczano-chrzanowym i rybnym siuforkiem), było ciasto i Cydr Czerski, a do tego muzyka i tańce.

Najróżniejszych atrakcji w trakcie dwudniowego festiwalu – wystaw, koncertów, projekcji filmowych i dyskusji – było w sumie dużo do wyboru. Istne oblężenie przeżywał ogród u Ziołeckich w Chylicach Letnisku, gdzie dzieci m.in. mogły malować po drewnianych krążkach. – Popularność Otwartych Ogrodów z roku na rok rośnie. W przypadku niektórych ogrodów przyszło więcej osób, niż spodziewali się ich właściciele – przyznaje Hanna Budnicka, koordynatorka konstancińskiego festiwalu.

Imprezie patronował Kurier Południowy.

Na zdjęciu głównym: Grażyna Leśniak witała gości swojego cieciszewskiego ogrodu w stroju ludowym z Urzecza

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię