Testujemy nową restaurację w Piasecznie

PIASECZNO Od piątku przy ul. Kościuszki 49 a działa nowa restauracja „Ludwiczek”, oferująca klasyczne dania obiadowe. Dostaliśmy zaproszenia na piątkowe otwarcie, zjawiliśmy się jednak w poniedziałek, bez zapowiedzi


Restauracja znajduje się naprzeciwko cmentarza, dla zmierzających w stronę ronda, po lewej stronie, tuż przed Domem Kultury. W jej miejscu wcześniej działał Bar Kaktus.
– Dziś flaki, a na drugie schab duszony w sosie śmietanowym – informuje Iga, kelnerka z restauracji Ludwiczek. – Polecam też naleśniki gryczane z szyneczką w porach. Ja się w nich zakochałam.
Wnętrze lokalu miłe i dość przestronne, menu niezbyt rozbudowane, ale to ponoć wyróżnia dobre wyspecjalizowane restauracje, stawiające na świeże produkty.
Z przystawek znaleźliśmy tatara z bakłażana (16 zł), pasztet z frużeliną żurawinową oraz karmelizowaną czerwoną cebulą (16 zł), placki ziemniaczane z wędzonym pstrągiem łososiowym oraz sosem jajeczno-koperkowym (18 zł). Oprócz zupy dnia do wyboru jeszcze rosół (6 zł) i zupa rybna (8 zł).
Wśród dań głównych króluje kotlet schabowy z ziemniakami i zasmażaną kapustką, golonka, halibut, sandacz oraz wspomniane naleśniki gryczane. Ceny od 18 zł (naleśniki) do 30 zł (halibut). Na deser sezonowe owoce a’la tiramisu ( 12 zł) lub ciastko bakaliowe (10 zł). Napoje gazowane, pięć rodzajów kaw i tyleż samo herbat.

Brakuje menu dla dzieci.

Mój wybredny 11-latek długo kręcił nosem gdy spostrzegł, że nie ma naleśników z serem, nuggetsów ani nawet frytek. Ostatecznie wybór padł na kotleta schabowego. Mnie zaintrygowały gryczane naleśniki, ale niestety kwadrans po zamówieniu okazało się, że nie byłem jedyny, bo naleśniki „wyszły”. Można czekać 20 minut, ale bardziej pół godziny. Postanowiłem więc spróbować „zakochać się w nich” następnym razem i z braku chęci na rybę oraz z perspektywą dojedzenia połowy kotleta po synu, mój wybór padł na golonkę.

Tymczasem ku mojemu zadowoleniu i grymasowi obrzydzenia, który obmalował się na twarzy syna, na stoliku zjawiły się flaki. Lekko kwaskowe o zdecydowanym smaku, z drobno posiekanymi warzywami. Podawane bez pieczywa, ale na tyle dobre, że zjadłem zanim pieczywo, o które poprosiłem do mnie dotarło.

Zapytaliśmy skąd nazwa „Ludwiczek”? Pani Iga obiecała, że się dowie, a jak wróciła powiedziała nam, że inspiracją był ks. Ludwik Czajewicz, który „był dobry i karmił ludzi”. Do oczekiwanego kotleta i golonki śpiewała nam Edith Piaf z odtwarzacza przypominającego plastikową szafę grającą. Słońce wpadało przez szybę oświetlając stolik stojący najbliżej okna, a jasne i schludne wnętrze ze starymi zdjęciami Piaseczna w ramach stylizowanych na okiennice sprawiały, że czas płynął przyjemnie.

– Długo czekamy – skwitował mój syn po kwadransie.
– To nie Mc Donald’s – odrzekłem. – Cieszmy się swoim towarzystwem. Obiad to nie tylko jedzenie.
Syn pokiwał pojednawczo głową i wobec braku wi-fi zgodził się na miłą pogawędkę, którą przerwało nam dopiero nadejście dań głównych. Golonka wielkości pięści Mike’aTysona podawana z cebulką, kwaśną zasmażoną kapustką i buraczkami na zimno smakowała przyjemnie, choć miejscami była dość twarda. Serwowana znów bez pieczywa. Gdy jednak na prośbę i ono pojawiło się na stole – ciepłe, chrupiące i opiekane na czosnkowym masełku zrozumiałem, że warto było się o nie upomnieć i poczekać.

Ziemniaki w talarkach ucieszyły mojego syna, a kotlet schabowy też musiał być pierwszorzędny, ponieważ skwitował go określeniem „może być” – a to w jego ustach jest najwyższą kulinarną nobilitacją. Zjadł go do połowy, a drugą połowę obgryzł z panierki co należy odczytać jako sukces debiutującego „Ludwiczka”.
Oprócz dzbanka wody z plasterkami cytryny i pomarańczy, który stanął na naszym stole chwilę po tym jak zajęliśmy miejsca, zamówiliśmy również sok jabłkowy.

Zapłaciliśmy 53 zł.

Adam Braciszewski

5 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię