Z Łukaszem Hassem, trenerem Korony Góra Kalwaria, rozmawia Grzegorz Tylec

Jak pan ocenia obecną formę swojego zespołu?

W sparingach, które graliśmy w przerwie zimowej z zespołami z okręgówki naprawdę bardzo dobrze się prezentowaliśmy. Potrafiliśmy wygrać spotkania, które przegrywaliśmy, także drużyna ma charakter i w każdym spotkaniu walczy do końca.

Na co stać tą drużynę w lidze?

To jest przede wszystkim bardzo młody zespół – w większości chłopaki, których jeszcze w kwietniu ubiegłego roku miałem w juniorach. U mnie najstarszy zawodnik ma 38 lat, a następny po nim ma… 23 lata. To jest przyszłość. W meczu z Laurą miałem pięciu młodzieżowców – jeden 20-latek i po dwóch 17 i 18-latków grało od deski do deski.

Przed rundą wiosenną zajmowaliście ostatnie miejsce w A klasie, ale w drużynie widać spory potencjał…

Dlatego robimy wszystko żeby się utrzymać. A to co chłopaki zdobędą teraz, ogrywając się, zyskają później i w następnym sezonie może być jeszcze lepiej. Trenujemy trzy razy w tygodniu, jest duża frekwencja na treningach i z tego się cieszę.

Zdaję się, że po odejściu trenera Kasztankiewicza z tą obecnością na treningach bywało różnie…

Na pierwszych zajęciach, gdy objąłem zespół, niektórzy zawodnicy zaczęli dopiero wracać do treningów. Po spadku z ligi okręgowej znowu kilku odeszło.

Korona, klub z dużymi tradycjami, chyba nawet nie wyobraża sobie, że mógłby grać w B klasie?

Patrząc po tym jak graliśmy, nawet jesienią, mimo że zdobyliśmy tylko 10 punktów, to jestem optymistą. Tym bardziej, że w dole tabeli są niewielkie różnice punktowe. Atmosfera w zespole jest dobra. Teraz trzeba skupić się na sobie, swoje wywalczyć i wybiegać. Umówmy się – to jest A klasa, tu nie ma Messich.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię