Dziecko urodziło się przed szpitalem. W porodzie pomogła salowa

3

PIASECZNO Zazwyczaj usłyszeć można narzekania i skargi na służbę medyczną w naszym kraju. Tym razem personel medyczny piaseczyńskiego szpitala zachował się wzorowo i błyskawicznie pomógł rodzącej przed wejściem do niego kobiecie

W sobotę około godziny 13 Beata Schindowska, salowa w Szpitalu św. Anny w Piasecznie, siedziała na recepcji przy drzwiach i mierzyła temperatury ludziom, którzy wchodzą do budynku. Nie spodziewała się tego, co się za chwilę wydarzy.
Nagle słyszę krzyk kobiety – relacjonuje Beata Schindowska – Wybiegłam na zewnątrz i zobaczyłam jak przed białym namiotem (a tam jest kostka brukowa) kobieta z brzuchem trzyma już główkę dziecka i krzyczy „Ratujcie moje dziecko!”.
Salowa natychmiast podbiegła i złapała noworodka, który – jak wspomina – „wyskoczył jak z procy”. Za nią biegł lekarz, któremu pani Beata przekazała dziecko, a sama zajęła się dostarczeniem na miejsce szpitalnego wózka.
W międzyczasie powiedziałam koleżance, że potrzebna jest jakaś ścierka, bo właśnie dziecko „urodziliśmy” – kontynuuje salowa. – Razem z sanitariuszem wsadziliśmy kobietę na wózek i zawieźliśmy ją na izbę położniczą. Tam zajął się nią już odpowiednio personel neonatologiczny i położniczy.
Pani Beata przyznaje, że po wszystkim dochodziła do siebie dwa dni – tym bardziej, że cała akcja nie pozbawiona była ryzyka, bo nie miała wtedy na sobie rękawiczek.
Wtedy nawet nie było czasu o tym pomyśleć – podkreśla. – Ale jak ręce poszłam myć po tym wszystkim, to łzy same mi płynęły z oczu, że takie coś zrobiłam i że potrafiłam… Nie słyszałam w szpitalu w Piasecznie o podobnych przypadkach, a pracuje tu już dwa i pół roku. Sama mam czwórkę dzieci i każdy poród inny.
Pomimo wzorowej postawy, salowa pozostaje skromna i twierdzi, że – wspólnie z personelem – wykonywała jedynie swoje obowiązki. Na każdym kroku zaznacza również, że to nie jej zasługa, a kilku osób, bez których na pewno byłoby dużo trudniej.
Cała historia skończyła się happy endem. Po dwóch dniach mama z dzieckiem cali i zdrowi wrócili do domu, przekazując swoje podziękowania szpitalowi.
– Przyznam się, że nawet nie wiem ile ważył chłopiec – tyle było tego dnia emocji… – podsumowuje pani Beata.

Grzegorz Tylec

3 KOMENTARZE

  1. Brawo.
    Salowe ,sanitariusze ludzie z wielką empatią i ogromnym sercem pracujący za najniższą krajową ,wykonujący najcięższą i najgorszą pracę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię