GÓRA KALWARIA – Wychodzę z psem wcześniej, żeby wieczorem w łeb nie dostać – to jeden z głosów, jakie padły w poprzednią środę na spotkaniu włodarzy miasta z lokalnymi mundurowymi


O rozmowę z policją i strażą miejską dopominał się podczas marcowej sesji Krzysztof Rychlewski, radny i prezes kalwaryjskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W ubiegłym roku grupa radnych spotkała się z komendantem policji w Górze Kalwarii, podinsp. Tomaszem Jeżewskim, żeby uczulić go na przypadki łamania prawa przez – najczęściej – młode osoby, które między blokami często piją, hałasują i dewastują wszystko na swojej drodze, skutecznie przy tym zastraszając mieszkańców. Po roku prezes chciał usłyszeć od szefa miejscowej policji, co jego jednostka w tej sprawie zrobiła i powiedzieć o kolejnych skandalicznych sytuacjach, m.in., samochodowych rajdach po chodnikach osiedla „Pijarska”. Jednak wyszedł ze środowego spotkania rozczarowany i zrezygnowany. – Szkoda czasu – machnął ręką. Nie tylko on opuszczał magistrat w minorowym nastroju.

Prawda jest bolesna

Kiedy w trakcie debaty padła propozycja rozbudowy monitoringu miejskiego, m.in. o kamerę spoglądającą na teren za przystankiem autobusowym obok dawnego młyna przy Pijarskiej (gdzie wieczorami gromadzi się „element”), Aleksandra Fedynicz – Komosa, wiceszefowa rady miejskiej, nie wytrzymała.

– Możemy dodawać kamer, ale ktoś powinien patrzeć na rejestrowany obraz. Na ul. Kalwaryjskiej samochody notorycznie stają na zakazie zastawiając wysepkę dla autobusu szkolnego i straż miejska nie reaguje – wskazała.

– Monitoring jest ułomny. Prawda jest bolesna, bo ani w straży miejskiej, ani w policji nie ma osoby, która patrzyłaby stale na obraz z kamer – przyznał jej rację Robert Durka, komendant straży miejskiej. – Rozbudowa monitoringu nie rozwiąże problemu, bo trzeba mieć patrol, który zareaguje na łamanie prawa. Bo obraz z kamery nie jest dla nas podstawą do wystawienia mandatu dla źle parkującej osoby – dodał.

Burmistrz Dariusz Zieliński stwierdził z kolei, że kamery, owszem, poprawiają poczucie bezpieczeństwa, ale przesuwają teren zagrożony w inne miejsce, gdzie kamer nie ma.

Nikogo się nie boją

Z tematu monitoringu rozmowa szybko zeszła na młodzież często gromadzącą się wieczorami w okolicy basenu. Mimo że teren ośrodka sportu po godz. 22 jest zamykany, nieproszeni goście dostają się za ogrodzenie, piją alkohol i niszczą m.in. elewacje basenu. – Wystarczy, że patrol policji, czy straży miejskiej odjedzie, a oni wracają. Nikogo się nie boją – mówiła Czesława Książek, radna z osiedla Parcela. – Wzywamy ochroniarzy, ale oni mówią, że to sprawa policji – narzekał z kolei Wojciech Kochański, radny i pracownik basenu.

Robert Durka wyliczył ile razy strażnicy interweniowali na terenie przybasenowym i prosił: – Jeżeli coś złego się dzieje, reagujcie, dzwońcie pod numery alarmowe. Wszystkim nam zależy, żeby w mieście było bezpiecznie – podkreślił.

– Czekać, aż ktoś coś zgłosi, to bardzo słabe – obruszyła się Aleksandra Fedynicz – Komosa. Niedawny wybuch bankomatu w pobliżu komisariatu nazwała „kpiną z policji”. – Jak ktoś szaleje po chodnikach osiedla, 200 metrów od policji, to też z niej kpi. Bo policji nie ma – krytykowała.

Zebrani wskazywali, że mundurowi w ogóle przestali używać słowa „prewencja”.

Patrole są tam, gdzie być powinny

Podkom. Jeżewski odparł, że użycie mundurowych jest obecnie bardzo drogie, bo ich brakuje. – Chodzenie dla chodzenia, chociażby po osiedlu, mija się z celem. Musimy być w miejscach, gdzie coś się dzieje. Patrole są tam, gdzie powinny być – oznajmił.  Obaj komendanci narzekali na niedostatki kadrowe w ich formacjach.

– Społeczeństwo boi się zgłaszać i informować. Ludzie obawiają się o własne rodziny, są zastraszeni – mówiła mieszkanka osiedla przy Pijarskiej uczestnicząca w spotkaniu.

Zebrani mieli żal do policji przede wszystkim o to, że „doskonale wie”, kto spędza sen z powiek mieszkańcom osiedla.

– Składałem zawiadomienia, przekazywałem filmy z osiedlowego monitoringu, sprawy umarzano. Problem dotyczy cały czas tych samych osób – stwierdził Krzysztof Rychlewski. – Samodzielnie próbowaliśmy utrudnić wjazd na chodniki, ale słupki, kosze i betonowe donice zostały rozjechane. Po tych chodnikach w dzień chodzą dzieci – dodawał.

Zasmucony burmistrz

Burmistrz stwierdził, że to, co do tej pory usłyszał podczas debaty „było smutne”.

– Słyszę, że nazwiska osób, które dopuszczają się łamania prawa są znane. Przeraża mnie ta bezradność. Jeśli nie będzie stanowczej reakcji teraz, to ci młodzi ludzie chociażby gromadzący się przy basenie wyrosną na bandziorów – powiedział.

Szybko okazało się, iż nie tylko w mieście nie mogą doczekać się policji. Zbigniew Adamczyk, sołtys Czaplina również oświadczył, że „jest coraz gorzej”, bo młodzi ludzie gromadzą się wieczorami i nocami na placu zabaw w jego wsi, dewastują wyposażenie i są coraz bardziej bezczelni. A patrolu nie ma.

– Dosyć mam słuchania tych zdartych płyt, że nie było zgłoszenia – powiedział zrezygnowanym głosem.

Spotkanie nie zakończyło się podsumowaniem, z którego wynikałoby, że będzie poprawa. Nikt nie składał też obietnic, z których można byłoby go potem rozliczyć. – Może przydałaby się akcja społeczna, żeby ludzie przestali się bać i zaczęli reagować – proponowała radna Fedynicz – Komosa.

8 KOMENTARZE

  1. Góra Kalwaria to straszny zaścianek, nic ostatnie lata funkcjonowania samorządu nie zmieniły.Przyczyna tkwi w mentalności zamieszkałej ludności. Jednostka wojskowa stabilizowała życie w tym mieście.

  2. Niech ta zasrana gmina zrobi cos z tymi korkami co sie teraz dzieje to masakra jakas jest do domu dojechac nie idzie

    • Co gmina może zrobić z korkami? Wynająć prom powietrzny? A może zrzucić do Wisły robotników remontujących most?

  3. Burmistrz jest gleboko poruszony, jednak musi przyjrzeć się sprawie!
    Obudź się Pan Zieliński 8 lat mija A Ty nie zrobiłeś nic dla tego miasta. !

    • Monitoring jest ułomny. Prawda jest bolesna – czy tylko monitoring ułomny?

      Obraz prawdy :”Szybko okazało się, iż nie tylko w mieście nie mogą doczekać się policji. Zbigniew Adamczyk, sołtys Czaplina również oświadczył, że „jest coraz gorzej”, bo młodzi ludzie gromadzą się wieczorami i nocami na placu zabaw w jego wsi, dewastują wyposażenie i są coraz bardziej bezczelni. A patrolu nie ma. /Na placu są 4! kamery – po co????/

      – Dosyć mam słuchania tych zdartych płyt, że nie było zgłoszenia – powiedział zrezygnowanym głosem.”

      Reakcja władzy :”Zasmucony burmistrz
      Burmistrz stwierdził, że to, co do tej pory usłyszał podczas debaty „było smutne”.

      – Słyszę, że nazwiska osób, które dopuszczają się łamania prawa są znane. Przeraża mnie ta bezradność. Jeśli nie będzie stanowczej reakcji teraz, to ci młodzi ludzie chociażby gromadzący się przy basenie wyrosną na bandziorów – powiedział.” I NIC NIE ZAPROPONOWAŁ.
      Czy burmistrza na więcej nie stać?

      Rezume : Jak tu dalej spokojnie żyć?

  4. Z tego zasmucenia burmistrz postanowił zamknąć jedyną ogólnie dostępną strzelnicę długodystansową na Mazowszu. Przy okazji likwidując kilka ogólnopolskich imprez strzeleckich oraz miejsce treningu paru służb mundurowych.
    Nie, nie sądzę, aby obecność strzelnicy działała uspokajająco na bandziorów. Ale po jej zlikwidowaniu parę osób z okolicy straci pracę, albo będzie zarabiać mniej.
    Gratuluję sukcesów, trzecia kadencja to pewniak.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię