Jeż miał pecha! Został ranny akurat na granicy dwóch gmin

1

PIASECZNO/GÓRA KALWARIA Mieszkanka powiatu piaseczyńskiego spotkała na drodze rannego jeża i zawiozła go do kliniki współpracującej z Animal Rescue Polska. Ze względu na problemy z określeniem dokładnego miejsca znalezienia zwierzaka nie wiadomo, która z gmin powinna zapłacić za jego leczenie. Zbulwersowana mieszkanka postanowiła napisać list otwarty do Komendy Straży Miejskiej w Piasecznie i Górze Kalwarii, którego fragment publikujemy

(…) Spotkałam na środku drogi jeża. Próbował przedostać się na drugą stronę, powłócząc tylną lewą nóżką i przewracając się co chwilę na lewy bok. Moja empatia nakazała mi zatrzymanie się i zabranie zwierzęcia jak najszybciej ze środka drogi. Po krótkich oględzinach stwierdziłam, że nie ma otwartych ran, zawinęłam go w bluzę, włożyłam do samochodu i ruszyłam w stronę domu (kilka kilometrów), obdzwaniając kilka 24 h gabinetów weterynaryjnych. Nikt nie chciał podjąć się przyjęcia rannego jeża. Jedyna klinika, o której słyszałam, znająca się na jeżach, która powinna być w niedzielę czynna do 22, była zamknięta. Zabrałam zatem jeża do domu i przewertowałam kilkadziesiąt stron wujka Google, jak zabezpieczyć do rana jeżyka, aby nie pogorszyć jego stanu zdrowia. Zrobiłam wszystko co trzeba było, nie mniej budziłam się w nocy parę razy i sprawdzałam kondycję jeża. Rano odprowadziłam synka do szkoły i pobiegłam do mojej Pani weterynarz, która skierowała mnie do Animal Rescue Polska. Poproszono mnie, żebym zgłosiła znalezienie jeża do straży miejskiej, gdyż tylko w ten sposób, mogą otrzymać pieniądze na leczenie zwierzęcia. I tu zaczęły się schody… Pan ze straży miejskiej poinformował mnie jak to bardzo źle postąpiłam, że dopiero dziś zadzwoniłam do straży, że odjechałam z miejsca zdarzenia i zabrałam ze sobą jeża, że od tego jest ustawa o ochronie zwierząt, która to reguluje i że powinnam czekać w nocy, aż ktoś przyjedzie na miejsce. Po czym Pan zapytał mnie o dokładne miejsce znalezienia jeża. Nie pamiętałam. Wiedziałam, że na trasie Góra Kalwaria – Piaseczno, wiedziałam, że już za Stacją Orlen, ale ile? Nie wiedziałam. Podałam ok. 2 km, ale może było to 4 – 5 km. Pan powiedział, że oddzwoni. Oddzwonił za pół godziny i stwierdził, że 2 km od stacji Orlen to nie gmina Piaseczno i „proszę dzwonić do Straży Miejskiej w Górze Kalwarii”. Na moje, „że dokładnie nie pamiętam, może dalej”, usłyszałam ponownie, że mam dzwonić do Góry Kalwarii. Odpuściłam, zapakowałam jeżyka w samochód i zawiozłam do najbliższej mnie, podanej na stronie Animal Rescue Polska przychodni, która bez słowa na temat pieniędzy, przyjęła jeża. Oczywiście uprzedziłam jak wygląda sytuacja ze Strażą Miejską (…).

Z poważaniem
Renata Białowąs
Czynny Obywatel Rzeczpospolitej Polskiej

Niestety, jak się okazało, jeża nie udało się uratować.
– Miał nieodwracalne zmiany neurologiczne w mózgu – mówi Dawid Fabjański z Animal Rescue Polska. – Lekarze podjęli decyzję o skróceniu jego cierpienia.
Członek fundacji komentuje również zastaną sytuację.
– Zawsze jest problem jak coś się dzieje na granicy gmin – uważa Dawid Fabjański. – Dotyczy to nie tylko jeża, ale wielu innych interwencji. Gminy tylko czatują i dokładnie wertują czy to już nie jest ich teren…

Grzegorz Tylec

1 KOMENTARZ

Pozostaw odpowiedź Ann Anuluj odpowiedź

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię