Koszmarne oględziny. Czy grozi nam afrykański pomór świń?

GÓRA KALWARIA Stos poodrąbywanych łbów dzików, przemieszanych z wnętrznościami i poucinanymi racicami odkryła w lesie mieszkanka Wincentowa. Po naszej interwencji na miejsce przyjechała fundacja Animal Rescue Poland, straż miejska, policja oraz powiatowa lekarz weterynarii. Czy grozi nam wirus ASF?

Mieszkanka Wincentowa makabrycznego odkrycia dokonała w niedzielę.
– Niezwłocznie powiadomiłam policję, ale mnie zbyli – mówi kobieta. – Zadzwoniłam na straż miejską, ale tam zgłaszała się tylko automatyczna sekretarka.

Takich rzeczy nie można lekceważyć

Kolejny telefon był do PiasecznoNEW.pl. Napisaliśmy artykuł i ściągnęliśmy do Wincentowa fundację Animal Rescue Poland.
– Policja powinna to miejsce zabezpieczyć, ogrodzić taśmą i wszcząć procedurę powiadamiając wydział środowiska, ten z kolei powiatowego lekarza weterynarii – ocenił sytuację Dawid Fabjański z fundacji. – Takich rzeczy nie można lekceważyć szczególnie w obliczu zagrożenia afrykańskim pomorem świń.
Do Wincentowa ponownie udaliśmy się późnym popołudniem, próbując zmobilizować do działania służby.
– Tu przecież chodzą ludzie z dziećmi i psami, jeśli któryś z zabitych dzików był chory to zaraz się wirus rozprzestrzeni – zwracała uwagę mieszkanka.
– Dziki są kanibalami i padlinożercami – dodaje Dawid Fabjański. – Jeśli te odpady nie zostaną zabezpieczone to może się okazać, że zostaną zjedzone przez krążące w okolicy osobniki. Jeżeli mamy do czynienia z wirusem to może być on dalej przenoszony.

Niewygodny problem

Jako pierwsza na miejsce przyjechała straż miejska, ale nie była przygotowana do tego by zabezpieczyć miejsce.
– To należy do policji – tłumaczyli strażnicy.
Gdy przyjechali policjanci okazało się, że oni również nie wiedzą jakie czynności podjąć i nie mają pomysłu na zabezpieczenie odpadków, które wieczorem zaczęły już wydawać przykry zapach. Kiedy zapadała ciemność na leśnej ścieżce pojawiła się kobieta w krótkiej spódniczce i białych butach.
– Ściągnięto mnie tu prostu z restauracji – wyjaśniła swój strój Małgorzata Bruczyńska, która jest Powiatowym Lekarzem Weterynarii w Piasecznie. Poza wolontariuszami z fundacji sprawiała wrażenie jedynej osoby, która przybyła na miejsce, wiedząc jakie czynności ma podjąć.

Dwaście zmasakrowanych warchlaków

Pozostałości po dzikach zostały oświetlone reflektorami samochodu. Na szczęście Animal Rescue Poland miała ze sobą gumowe rękawice i lek.wet. Małgorzata Bruczyńska mogła przystąpić do pracy. Jej zadaniem było znalezienie kości w stosie łbów, skór i wnętrzności. Szpik kostny pozwala przeprowadzić badania na obecność wirusa ASF. Nie udało się ich znaleźć, ale być może badania uda się przeprowadzić na podstawie uciętych racic. Podczas oględzin naliczono, że odpady pochodzą z ciał dwunastu dzików. Były to nieduży warchlaki z tegorocznego miotu.
Racice zostały zapakowane do worka, a Dawid Fabjański szybko wykonał telefon zabezpieczając miejsce w chłodni, gdzie będę mogły poczekać do rana.
– Zostaną wysłane na badania do Puław – poinformowała Małgorzata Bruczyńska.
Na starannie wyprawionych skórach dzików znaleziono ślady po śrucie.

Zostawić czy zabrać? Kto i czym ma zabezpieczyć?

Następnie postanowiono zabezpieczyć pozostałości pakując je do worków. Tak się jednak nie stało bo przeciwstawił się jeden z policjantów argumentując, że na miejsce musi przyjechać policyjny technik.
– Technik? A co on tu teraz będzie robił? – oburzył się Dawid Fabjański. – Wylewki na nasze koła? Przecież jak tu były jakieś ślady to dawno zostały zatarte i zadeptane.
– Przy każdym zabójstwie technik jest – nie dawał za wygraną policjant.
– My oraz powiatowy lekarz weterynarii działania zakończyliśmy – skwitował wyraźnie poirytowany Dawid Fabjański. – Informuję, że teraz państwo muszą ten teren zabezpieczyć.

Ta informacja mocno zaniepokoiła policjantów.
– My? – zdziwił się policjant.
– Niech państwo to zabierają – dodała policjantka.
– My niczego nie zabieramy oprócz próbek do badań – wyjaśniał Fabijański. – Za padłe zwierzęta odpowiada zarządca terenu, w tym przypadku gmina. My to zostawiamy.
– Technik jednak nie przyjeżdża – poinformował nieoczekiwanie wyraźnie strapiony policjant po wykonaniu telefonu.
– Macie taśmę z napisem policja? – próbował ratować sytuację Fabijański.
– Nie mamy – oświadczyli mundurowi. – To jest zabezpieczenie przed ASF? Taśmą? – tym razem zdenerwował się policjant.
– To straż miejska powinna zabezpieczyć teren, za który odpowiada gmina – powiedział Fabjański. Policjanci przyznali mu rację, ale wtedy okazało się, że miejscy strażnicy rozpłynęli się już w nocnych ciemnościach.

Nie jesteśmy przygotowania na ASF

Wczorajsze działania służb na leśnej polanie w Wincentowie pokazały chaos informacyjny, brak koordynacji działań i brak wiedzy o tym jak postępować na wypadek zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się wirusa.

W obliczu wirusa ASF jesteśmy całkowicie bezbronni. Wydaje się, że w takich przypadkach działania powinny być podejmowane szybko i sprawnie. Już po pierwszym telefonie czytelniczki teren powinien zostać ogrodzony, próbki do badań pobrane, a pozostałości zabrane i zutylizowane. Tymczasem rozkładająca się padlina przeleżała w lesie przez dobę, a gdy służby zostały powiadomione to podejmowanym przez nich działaniom wydawała się w większym stopniu przyświecać idea – „jak pozbyć się problemu” niż – „jak ten problem rozwiązać”. Znamienne było pierwsze pytanie zadane przez strażników miejskich – czy oby ten teren to przypadkiem nie jest już sąsiadująca z gminą Góra Kalwaria, gmina Chynów. Wtedy byłoby z głowy.
Miejmy nadzieję, że zabite dziki okażą się zdrowe i żaden wirus nam nie zagraża.

Adam Braciszewski

czytaj nasz poprzedni artykuł o sprawie:

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię