Muzyka to mój narkotyk

1

PIASECZNO W Strefie Kultury w Piasecznie odbyły się mistrzowskie warsztaty z Julią Zuzanną Sokołowską – wokalistką, pianistką i kompozytorką tworzącą na co dzień w Los Angeles

Artystka mieszkała kiedyś w Złotokłosie, a później na warszawskim Ursynowie. Dziś wraca do Polski głównie na święta – przede wszystkim po to, by spotkać się ze swoją rodziną, na której wsparcie może zawsze liczyć. Jej muzyczna przygoda rozpoczęła się w bardzo młodym wieku, gdy jako kilkuletnia dziewczynka zaczęła zdradzać w tym kierunku wyraźny talent. – Kiedy moja mama grała na pianinie, poprawiałam ją słysząc błędy, więc w końcu postanowiła zapisać mnie na lekcje gry – wspomina Julia, podkreślając, że „w pierwszej kolejności czuje się pianistką”.

Nauka w Polsce i za oceanem

Od wczesnych lat cechował ją mocny charakter i chęć podejmowania kolejnych wyzwań. Na zajęciach w piaseczyńskim Ośrodku Kultury zawsze starała się wyprzedzać przerabiany aktualnie materiał i jak najszybciej zgłębiać tajniki coraz to trudniejszych kompozycji. Tak było choćby w przypadku „Sonaty księżycowej” Ludwiga van Beethovena.

Moja nauczycielka nie chciała mnie tego uczyć grać, bo stwierdziła, że jestem jeszcze za młoda na ten utwór – wspomina artystka. – Byłam jednak uparta i w końcu ją do „Sonaty księżycowej” przekonałam.

W dalszej kolejności Julia trafiła na naukę śpiewu, zaczęła występować na żywo (brać udział w dziecięcych festiwalach), po czym dostała się do programu telewizyjnego Tęczowy Music Box. Naturalnym krokiem w jej edukacji była szkoła muzyczna w klasie fortepianu, a w późniejszych latach również praca w Teatrze Studio Buffo.

W pewnym momencie mój wujek z Teksasu zaproponował mi studia muzyczne w Stanach – mówi kompozytorka. – Najpierw pojechałam do państwowego University of North Texas College of Music. Wytrzymałam tam dwa lata i to była prawdziwa szkoła życia. Poziom i rywalizacja są tam ogromne, ale dzięki temu uczelnia kształci najlepszych muzyków na świecie. Trzeba mieć jednak do tego bardzo mocną psychikę.

Kiedy natomiast zaproponowano jej wyższe stypendium, Julia przeniosła się do Berklee College of Music w Bostonie, gdzie skupiła się na nauce aranżacji, orkiestracji i brała dalsze lekcje fortepianu.

Blaski i cienie życia w USA

Obecnie artystka mieszka w Los Angeles – światowym centrum przemysłu rozrywkowego, gdzie pracuje jako kompozytor i aranżer. Na swoim koncie ma m.in. współpracę z Rodem Stewartem (poprzez słynnego producenta muzycznego Davida Fostera), muzykę do animacji Disneya i Salvadora Daliego czy słynnego w USA programu telewizyjnego The Tonight Show with Jay Leno. I choć podkreśla, że w Stanach Zjednoczonych poznała wielu wspaniałych ludzi, to zetknęła się również z ciemną stroną tego biznesu.

Niestety, zjawisko różnego rodzaju dyskryminacji występuje w tym środowisku powszechnie – przyznaje artystka. – Kobiety są np. narażone na propozycje seksualne ze strony osób mających w nim dużo do powiedzenia. I ja miałam taki przypadek, a kiedy odmówiłam, zostałam po prostu zwolniona. Dobrze, że są takie akcje jak MeToo i zaczyna się o tym szerzej mówić. Niektórzy ludzie, gdy zarobią dużo pieniędzy, potrafią pokazywać bowiem wszystkie swoje najgorsze cechy.

Równocześnie z pracą zawodową Julia kontynuuje karierę artystyczną.
Muzyka to mój narkotyk – przyznaje. – Uwielbiam komponować i wykonywać na scenie własne kompozycje. Cenię sobie też kontakt z publicznością.
Kilka lat temu nagrała płytę autorską z piosenkami utrzymanymi w klimatach latin jazz i r’n’b. Ukazał się wówczas, bardzo ciepło przyjęty, singiel „I’ll be loving you”, ale płyta ostatecznie nie ukazała się jednak na rynku.

Miałam menadżera, który okazał się być bardzo złym człowiekiem – wspomina wokalistka. – Nie tylko niszczył mnie psychicznie, ale i próbował zmusić do podpisania bardzo niekorzystnej dla mnie umowy. Przypłaciłam to depresją i na pewien czas zniechęciłam się do kariery solowej.

Obecnie Julia czuje się już wyraźnie lepiej psychicznie, ma gotowy materiał z fortepianową muzyką instrumentalną, a okazjonalnie daje koncerty na żywo.
Nie wszystkie projekty udało jej się – z różnych względów – zakończyć powodzeniem. W pewnym momencie miała możliwość nawiązania współpracy ze Zbigniewem Wodeckim jako aranżer, ale niestety nie udało się jej zrealizować ze względów finansowych.

Obecnie marzę o koncercie w Polsce z orkiestrą symfoniczną – zdradza Julia. – Na to jednak potrzeba będzie z pewnością wsparcia sponsora.
A jak ocenia niedawne warsztaty mistrzowskie w Piasecznie?

Z początku nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać, ale bardzo pozytywnie zaskoczył mnie wysoki poziom umiejętności uczestników – mówi artystka. – Mam nadzieję, że młodzi wykonawcy skorzystają z moich porad i że jeszcze to kiedyś powtórzymy.

Zwieńczeniem warsztatów było wspólne nagranie piosenki Leonarda Cohena „Hallelujah”.

Grzegorz Tylec

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię