Sarna przez kilka godzin umierała na posesji. Dlaczego nikt jej nie pomógł?

5

PRAŻMÓW W sobotę na jedną z posesji w Uwielinach dostała się chora sarna. Właścicielka nieruchomości twierdzi, że prosiła o pomoc fundację Animal Rescue oraz dzwoniła pod 112. – Mimo to nikt nie przyjechał i zwierzę padło – mówi pan Jakub, syn kobiety


Do zdarzenia miało dojść w sobotę koło południa.
– Sarna weszła na działkę i położyła się przy oknie domu, w którym mieszka moja mama – opowiada pan Jakub. – To była może godz. 11. Od razu było widać, że coś jej dolega. Postawiliśmy więc jej pomóc.
Właścicielka domu zadzwoniła najpierw pod 112, gdzie usłyszała, że zaraz ktoś się zjawi i zajmie się sarną. Potem, jak twierdzi, dwukrotnie kontaktowała się jeszcze z fundacją Animal Rescue.
– Niestety z fundacji, która rzekomo pomaga zwierzętom, nikt do nas nie przyjechał – opowiada pan Jakub. – Stwierdzili, że to nie jest ich obowiązek, tylko gminy. W efekcie, po około czterech godzinach oczekiwania zwierzę padło. Nie wiem dlaczego ta fundacja postąpiła w ten sposób. Podobno stale zbierają fundusze na ratowanie zwierząt, a w kryzysowej sytuacji nic nie zrobili…
Poprosiliśmy o odniesienie się do tych zarzutów Dawida Fabiańskiego, prezesa fundacji.
Nic nie słyszałem o sarnie znalezionej w Uwielinach, muszę to zweryfikować – mówi Dawid Fabiański. – Koszty opieki nad dzikimi zwierzętami powinny ponosić gminy. Jedne wywiązują się z tego obowiązku, inne nie. Prażmów, podobnie zresztą jak Tarczyn nie chcą tego robić, bo uważają, że nie ma ku temu podstaw prawnych. My jesteśmy fundacją i musimy przestrzegać pewnych procedur. Od jakiegoś czasu nie przyjmujemy już zgłoszeń od osób prywatnych, bo potem są pretensje, że interwencja była nieuzasadniona. Każde zgłoszenie musi najpierw zweryfikować policja, straż miejska czy sztab kryzysowy. Jak jest akceptacja, to wówczas otrzymujemy sygnał i podejmujemy stosowne działania. Dotyczy to zwłaszcza terenu gmin, które nie dbają o dzikie zwierzęta.

TW

CZYTAJ TAKŻE:  Ekologiczny Prażmów

5 KOMENTARZE

  1. Ostatnio Fundacja Animal Rescue w ciągu 25 minut odebrała rannego jeża, również zostałam przekierowana na straż miejską, ale Pani z Fundacji była bardzo zaangażowana w pomoc dzikiemu zwierzęciu, także niestety, złożyło się wiele przykrych zdarzeń, że za późno dojechali po sarnę 🙁

  2. Wstyd, że ktoś, kto pracuje w fundacji powołanej do ratowania zwierząt, tłumaczy sytuację w taki sposób… gdzie empatia do zwierząt???? Myślałem, że w takim miejscu powinna być bezwględnie… jak widać, kasa górą!!! Brawa dla fundacji- już ani centa im nie przekażę…

  3. Animal rescue – straciliście w moich oczach, nawet złotówki wam nie dam, powinniście pomagać bez względu jaki „inteligent” rządzi gminom. Zwierzęta same sobie nie poradzą ale po tym co tu opisane, jesteście żałośni, niestety prawda jest przykra w dzisiejszych czasach liczy się tylko i wyłącznie zarabianie kasy na wszystkim.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię