PIASECZNO Ogień, który strawił wnętrze zaśmieconego pustostanu, pozbawił życia dwojga koczujących w nim ludzi. Trzeci bezdomny trafił do szpitala z ciężkimi poparzeniami całego ciała

    Kiedy w poprzedni czwartek około godz. 22 na miejsce została wezwana straż pożarna, wewnątrz  niedokończonego domu ogień hulał już w najlepsze. Opuszczony od co najmniej 15 lat budynek pomiędzy ul. Okulickiego i Radosną – to okolice Top Marketu – zamieszkiwała piątka bezdomnych. Z zeznań złożonych policji przez jednego z dwóch mężczyzn, którzy wyszli z pożaru bez szwanku, wynika, że zauważył pożar, kiedy był on już mocno rozwinięty. Wszczął alarm. Strażacy zastali 38-latka i jego 63-letniego kompana przy wyjściu z budynku. Obydwaj próbowali wyciągnąć na zewnątrz trzeciego, 42-letniego bezdomnego. – Ratownicy medyczni uznali, że oparzenia, jakich doznał mężczyzna są na tyle dotkliwe, że trzeba wezwać Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, które przetransportuje go do szpitala – relacjonuje st. kpt. Łukasz Darmofalski, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Piasecznie.
Od ocalałych z pożogi mężczyzn strażacy usłyszeli, że w budynku znajduje się jeszcze dwoje ludzi. Ratownicy przeszukali mocno zadymione wnętrze i w jednym z mniejszych pokoi, przy użyciu kamery termowizyjnej (czułej m.in. na ciepłotę ciała), odnaleźli zwęglone zwłoki 38-latki i 58-latka. Decyzją prokuratury ciała zostały przewiezione na sekcję zwłok. – Jeśli w trakcie potwierdzania tożsamości ofiar zajdzie taka konieczność, przeprowadzimy badania DNA – zapowiada Jolanta Wrońska, prokurator rejonowy z Piaseczna.
Ze wstępnych ustaleń straży wynika, że pożar był spowodowany tzw. zaprószeniem ognia. Czyli odpady, których w budynku było mnóstwo, zapaliły się od świeczki lub innego źródła ognia. – W budynku nie było ani instalacji elektrycznej, ani gazowej – podkreśla prokurator Wrońska.
Kto wiedział, że w opustoszałym domu przebywają bezdomni? Zdaniem mieszkającej tuż za płotem kobiety, był to „fakt powszechnie znany”. Jednak, jak się okazuje, kolejna właścicielka posesji przy Radosnej, oddalonej zaledwie około stu metrów od pustostanu, nie tylko nie wiedziała, że miała za sąsiadów osoby bez dachu nad głową, ale też… nie słyszała o pożarze.
Także piaseczyńska straż miejska dopiero po czwartkowym zdarzeniu dowiedziała się, że przy Radosnej koczowali bezdomni. – Do tej pory nie mieliśmy w tej sprawie żadnych sygnałów od mieszkańców – przyznaje Mariusz Łodyga, komendant straży miejskiej w Piasecznie.
Od st. kpt. Darmofalskiego usłyszeliśmy, że to nie był pierwszy pożar w tym miejscu. Najbliższa sąsiadka to potwierdziła.

Piotr Chmielewski

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię