Strażak dostał pięścią w twarz! OSP zakłóca ciszę?

1

PIASECZNO W Chojnowie doszło do naruszenia nietykalności cielesnej strażaka z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Przez jednego z mieszkańców został on uderzony pięścią w twarz. – Tu się nie da żyć! – narzekają sąsiedzi twierdząc, że strażacy uprzykrzają im życie

W poniedziałek 16 sierpnia późnym wieczorem strażacy z OSP Chojnów powrócili do swojej remizy. Przez pół dnia szukali zaginionego 25-latka. Gdy ich wóz cofał wydając dźwięk „pikania”, charakterystyczny dla dużych pojazdów i maszyn, zbulwersowało to jednego z sąsiadów. Mężczyzna uznał, że wóz strażacki zakłócił ciszę nocną i postanowił złożyć strażakom niezapowiedzianą wizytę.
– Zapytałem, gdzie jest kierowca samochodu – opowiada mężczyzna. – W odpowiedzi usłyszałem: „znajdź sobie”. W pewnym momencie jeden ze strażaków, prawie dwumetrowy silny mężczyzna podszedł do mnie mówiąc: „wypad stąd!” i uderzył mnie w klatkę piersiową. Zadziałałem instynktownie i w obronie własnej uderzyłem go pięścią w twarz – przyznaje mieszkaniec Chojnowa. – Myślę, że ten strażak chciał się popisać przed młodszymi kolegami i dlatego na mnie naskoczył.
– Doszło do naruszenia nietykalności cielesnej – potwierdza asp. Magdalena Gąsowska z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie. – Atak na strażaka nastąpił ze strony jednego z mieszkańców pobliskich domów, który uznał że została zakłócana cisza nocna. W tej sprawie policja prowadzi postępowanie.

Padł cios, ale nie doszło do bójki

Co tak naprawdę się wydarzyło? Strażacy ze względu na dobro postępowania prowadzonego przez policję nie chcą wypowiadać się na temat zajścia. Jednak przez ostatnie tygodnie dopytywaliśmy o okoliczności zdarzenia wiele osób i wszyscy zgodnie twierdzą, że poszkodowany strażak nie jest osobą agresywną.
– To facet, którego nie sposób wytrącić z równowagi – mówi jego bliski znajomy. – Sam fakt, że gdy został uderzony i nie wdał się w bójkę świadczy o tym, że potrafi zachować zimną krew i po prostu ma klasę.
Z naszych ustaleń wynika, że mężczyzna wbiegł do siedziby OSP i zachowywał się w sposób agresywny. Strażak zagrodził mu drogę i poprosił, żeby wyszedł. W odpowiedzi otrzymał cios pięścią w twarz. Nie doszło jednak do bójki, krewki sąsiad został przez strażaków odprowadzony do bramy swojej posesji. Powiadomiono policję. Strażak jako funkcjonariusz publiczny jest szczególnie chroniony przez prawo.

Wyją, pikają i trąbią

– Rozumiem, że będę musiał ponieść konsekwencję tego, co zrobiłem. Ale problem jest szerszy i trwa od dłuższego czasu – przekonuje mieszkaniec Chojnowa i zaprasza nas na spotkanie. Oprócz jego i żony jest jeszcze kilkoro mieszkańców miejscowości. Wszyscy narzekają na uciążliwości związane z sąsiedztwem OSP Chojnów.
– Oprócz syreny wzywającej strażaków do akcji, sygnałów świetlnych i dźwiękowych, używają też fanfar – skarży się nasz rozmówca. – Wyjeżdżając do akcji dodatkowo trąbią, niezależnie od tego czy jest pierwsza czy trzecia w nocy. Potrafią też trąbić jak wracają z akcji.
Uciążliwością dla sąsiada są też sygnały wsteczne, które posiadają wozy strażackie. – Można to wyłączyć, ale można też normalnie wjechać na jeden raz – mówi mężczyzna. – A oni robią nam na złość. Wjeżdżają pięć minut, zatrzymują się, dziecko mi uśnie, a za piętnaście minut znów słyszę to pikanie. Później znów do przodu i znów do tyłu. Jak w jakimś wesołym miasteczku. Można zwariować! I coś takiego zdarza się bardzo często.

CZYTAJ TAKŻE:  Pożar domu! 7 zastępów straży w akcji

OSP bez syreny? To jest możliwe

– Tak się nie da żyć – twierdzą zgodnie nasi rozmówcy, narzekając na hałasujących strażaków. Tymczasem OSP Chojnów funkcjonuje we wsi już od 87 lat. Czy okoliczni mieszkańcy do pewnych niedogodności nie powinni się już dawno przyzwyczaić?
– Kiedyś tak nie było, te problemy się nasiliły od trzech lat. Uważamy, że to złośliwość kierowców – uważają sąsiedzi. – Jak składaliśmy skargę do pani wiceburmistrz to przez chwilę było spokojniej.
– Małolaci jeżdżą i się bawią jak zabawką – twierdzi jeden z naszych rozmówców. – A jak jadą nocą pustą ulicą to mogliby syrenę w samochodzie włączyć jak już wyjadą ze wsi.
– W OSP Góra Kalwaria nie ma już syren, a straż działa – zwracają uwagę mieszkańcy. – Przecież w dobie telefonów komórkowych ta tradycyjna syrena nie ma żadnego uzasadnienia – uważają. Sprawdziliśmy. Rzeczywiście OSP Góra Kalwaria nie posługuje się syreną alarmową od kilku lat.
– Nie używamy jej ze względu na presję społeczną – mówi jeden z druhów. – Wie pan, dziś to wszystko wszystkim przeszkadza. A szkoda, bo to była piękna tradycja… – dodaje z żalem w głosie.

CZYTAJ TAKŻE:  Pożar domu! 7 zastępów straży w akcji

Nikt nikomu nie robi na złość

– Strażacy ratują życie i ludzki dobytek, ale muszą dbać także o bezpieczeństwo własne i innych uczestników ruchu drogowego – mówi prezes OSP Chojnów Tomasz Szydłowski. – Kiedyś był przypadek, że samochód pożarniczy cofając przygniótł strażaka. Mamy włączony sygnał cofania, bo to zwiększa bezpieczeństwo. Nikt nikomu nie robi na złość, działamy według wytycznych, do których musimy się stosować. Prezes dodaje, że doskonale rozumie uciążliwości, które generuje funkcjonowanie OSP. – Syrena zawsze jest i będzie – nie pozostawia wątpliwości. – Czasami człowiek nie ma przy sobie telefonu, a jej dźwięk alarmuje i pozwala na szybszą reakcję na wezwanie. Niestety jak ktoś zdecydował się na mieszkanie w pobliżu straży pożarnej, musi to zaakceptować. Dźwięk syreny alarmowej i tak skróciliśmy o połowę. Sygnały dźwiękowe w wozie strażackim uruchamia się klaksonem i stąd trąbienie – wyjaśnia.Prezes nie chce komentować zajścia, podczas którego uderzony został strażak. – Na szczęście mnie przy tym nie było, bo nie wiem jakbym się zachował widząc, że ktoś atakuje mojego strażaka – mówi Tomasz Szydłowski. – Nie chcę tego komentować i o to samo poprosiłem naszych druhów. Niech sprawą zajmuje się policja.

Czy można znaleźć kompromis?

Wiceburmistrz Hanna Kułakowska-Michalak przyznaje, że kiedyś otrzymała skargę na zakłócanie ciszy przez strażaków.
– Emitowanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych jest obowiązkiem strażaków wyjeżdżających do akcji – zauważa jednak wiceburmistrz. – Oni wyjeżdżają by nieść pomoc, a nie dla zabawy. Myślę, że gdyby mieli wybór to też woleliby zostać z łóżkach i w nocy spokojnie spać.
W zeszłym roku strażacy z OSP Chojnów wyjeżdżali do akcji aż 286 razy. W tym roku mają już za sobą ponad 200 interwencji. Najczęściej to właśnie strażacy ochotnicy jako pierwsi dojeżdżają do miejsca zdarzenia. Od szybkości ich działania zależy zdrowie i życie ludzkie. Czy możliwe jest zminimalizowanie uciążliwości związanych z funkcjonowaniem OSP, bez zakłócania komfortu i efektywności pracy strażaków? Druhowie z Chojnowa nie mają sobie nic do zarzucenia.
– Jednym przeszkadzamy, a inni nawet w środku nocy, gdy wyjeżdżamy do akcji, wychodzą na podwórko i nam machają – dodaje na zakończenie naszej rozmowy prezes Tomasz Szydłowski.

Kamil Staniszek

1 KOMENTARZ

  1. W Górze Kalwarii wyła syrena na ratuszu, żadnemu burmistrzowi to nie przeszkadzało, aż przyszedł leń wszech czasów p. Dariusz i to on zdecydował ,że wyje syrena na remizie !

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię