Zapomniany szermierz

– Ktoś chce z szefem rozmawiać – informuje koleżanka z działu promocji. Proszę by chwilę poczekał.
Po kwadransie wychodzę i widzę mężczyzną o kulach. Wyciąga dłoń, lekko drżącą, schorowaną. Z trudem wspina się na swoje kule, nogi kiwają mu się na wszystkie strony.
– Wyjdźmy na powietrze bo mi słabo – proponuje. Wychodzimy na redakcyjne schody.
– Jestem po ciężkim wypadku, miałem bliskie spotkanie z tirem – mówi na wstępie. – Tomek Jóźwiak – przedstawia się i patrzy z ufnością prosto w moje oczy.
Jest byłym sportowcem, utytułowanym piaseczyńskim szermierzem. Dziwi się, że go nie poznaje. Ale takie życie sportowców mniej eksponowanych dyscyplin – kiedyś byli bohaterami, dziś są już przez wszystkich zapomnieni.
– Całe życie machałem szabelką – mówi. – Koło piaseczyńskiego stadionu mieszkam z dziada pradziada. Technicznie bym sobie poradził, ale ledwo stoję i ledwo człapie. Ktoś z rodziny zawiódł technicznie, a załatwiłem sobie wózek inwalidzki – opowiada mężczyzna. – Po znajomości sanitariusz z Szaserów mi załatwił. Nie będę już panu zajmował czasu. Naprawdę nie kojarzy mnie pan? – pyta z nadzieją.
– Nie – kłamię, ciekaw dalszego rozwoju sytuacji.
– Szkoda, wtedy zupełnie inna rozmowa by była, a tak człowiekowi ciężko przez gardło przechodzi – mówi mężczyzna. – Powiem krótko i na temat. Nie mówię, że workiem pieniędzy, ale godnie bym się zrewanżował. Muszę dostać się tam gdzie jest Toyota Chodzeń, tam jest prywatna przychodnia. Zapytam wprost – 360 zł. Zabrakło mi 76 złotych. Nie mam się do kogo się zwrócić. Tzn. miałbym, ale dopiero za dwie, trzy godziny. Między 15 a 16 jutro z siostrą bym podjechał i jakąś dobrą kawą i ciastem bym się zrewanżował – prosi schorowany mężczyzna ledwo utrzymując równowagę na swoich kulach. Okaz nędzy i rozpaczy. Trzeba być bez serca by odmówić mu pomocy.
– Nie – odpowiadam.
– Nie? – dopytuje zawiedziony.
– Nie – powtarzam.
– Oszukują ludzi? – pyta.
– Oszukują – potwierdzam uśmiechając się szeroko.
– Wiem, łgają jak najęci. Znam to z autopsji i doświadczenia. Przepraszam najmocniej. Proszę się nie gniewać.
– Zdrowia życzę – mówię na pożegnanie.
– Wszystkiego najlepszego – odpowiada mężczyzna.
Prostuje się, przechodzi przez ulice i okazuje się, że pasy przed naszą redakcją mają uzdrawiającą moc. Gdy jest po drugiej stronie ulicy jego ruchy stają się płynniejsze i zaczyna iść całkiem żwawo jak na kogoś, kto miał „spotkanie z tirem”.

Tropiciel narkotyków

Ten mężczyzna jest mi znany od dawna. Kilkanaście lat temu przyszedł do naszej redakcji. Miał dla nas prawdziwą bombę. Temat, który wyniesie naszą gazetę z lokalnego niebytu w światła dziennikarskiego mainstreamu. W jednej z pobliskich szkół nauczyciele handlują narkotykami. Z przejęciem opowiedział wówczas historię mrożącą krew w żyłach. Potrzebował jedynie kilkadziesiąt złotych, bo bankomat zjadł mu kartę, a on zaraz miał spotkanie, na które musi taksówką podjechać by nagrać dowody, które przekaże naszej gazecie. Wtedy mocno kulał, bo twierdził, że przed laty stał się ofiarą mafijnych porachunków. W swojej opowieści był niezwykle wiarygodny, a przedstawiona historia tak skomplikowana i zawierała tyle szczegółów, że postanowiliśmy zaryzykować i pożyczyć mu żądaną kwotę. Nagrał przebieg rozmowy nauczycieli-handlarzy narkotyków, zdobył dowody, które obciążały wiele osób zamieszanych w ten niecny proceder, a nawet wskazał miejsce, w którym dojdzie do wymiany większej partii narkotyków na walizkę pieniędzy. Historia jak z sensacyjnego filmu. Z pewnością godna ekranizacji.


Jednak nasz informator wkrótce wycofał się ze współpracy, zastraszony przez „złych ludzi” i „skorumpowanych policjantów”, a taśmy z nagraniami przepadły po włamaniu do jego mieszkania. Mężczyzna był załamany i przestraszony i bał się o swoje życie. Wkrótce zniknął.

Zaginiony brat i pechowy biznesmen

Odnalazł się kilka miesięcy później.
– Panie Kamilu, jest u mnie pański brat – poinformował mnie telefonicznie właściciel jednej z piaseczyńskich firm, z którą współpracowaliśmy.
– Brat? – zdziwiłem się, bo od urodzenia rodzice twierdzili, że jestem jedynakiem. Czyżby kłamali? Nie takie rzeczy się widziało w telewizyjnych serialach.
– Może cioteczny? – nie dawał za wygraną mój telefoniczny rozmówca.
– Jak wygląda?
– Ciemne włosy, opalony, wygląda trochę jak cygan – usłyszałem w odpowiedzi. – W sumie to zupełnie do pana niepodobny. Kuleje na jedną nogę. Zatrzymała go policja i musi zapłacić mandat, bo w przeciwnym razie odholują mu auto i kwota do zapłaty będzie dużo wyższa – usłyszałem. Wskoczyłem do samochodu i pojechałem by spotkać się ze swoim „bratem”.
– Po moim telefonie uciekł! I to nawet bardzo żwawo jak na kulawego! – usłyszałem na miejscu.
Drugi raz „kulawego” spotkałem na parkingu przed swoim blokiem. Ubrany w trzyczęściowy garnitur, pod krawatem, z rękami ubrudzonymi w smarze.
– Panowie! Popsuł mi się samochód, a zapomniałem z domu portfela – zagadnął. – Mam ważne spotkanie biznesowe za pół godziny w Warszawie. Potrzebuję taksówki.
Roześmiałem mu się w twarz, a on lekko zbity z tropu odszedł szukając pomocy u bardziej empatycznych osób.
– Może trzeba było mu pomóc? – zapytał mój kolega, który był świadkiem sytuacji. – Nieładnie się zachowałeś – skwitował, a ja nabrałem przekonania, że gdyby był sam to odżałowałby te 50 czy 100 złotych i poratował „biznesmena” w potrzebie.
Później dowiedziałem się, że znajoma pożyczyła „kulawemu” pieniądze by zrealizował receptę dla chorej matki. Pech chciał, że bankomat pożarł mu kartę, a było tuż przed zamknięciem apteki.
Mężczyzna ma ok 170 cm wzrostu, jest szczupły, ma ciemne – dziś lekko siwiejące włosy. Jak twierdzi jest „szermierzem” i w to mu akurat wierzę. Nie posługuje się jednak białą bronią, ale oszustwem i manipulacją. Wyłudza zwykle niewielkie kwoty, licząc na litość i dobre serce oszukiwanych, którzy po ludzku wyciągają pomocną dłoń. Nie zachowałem się jak rasowy dziennikarz i nie zrobiłem mu zdjęcia. Nagrałem jednak przebieg naszej dzisiejszej rozmowy.

Kamil Staniszek

18 KOMENTARZE

  1. Kulawy z Piaseczna już miał kilka spraw w sądzie za wyłudzenie kursu taksówką 🙂 a jak opowiada z jakiej to on mafii nie jest i kogo nie zna, ale o tym że jest byłym szermierzem jeszcze wcześniej nie słyszałem.

  2. Dalej oszukuje. Wsparłem dziś Pana byłego szermierza. Dużo, niedużo – nie ma znaczenia. Podejrzewałem, że coś jest na rzeczy. Dokładnie wypytałem o MŚ z Denver, w których jakoby brał udział, żeby spokojnie sprawdzić sobie czy moje przeczucia są zgodne z prawdą. Nikogo takiego nie było, znalazłem tylko ten artykuł. Żal, że tacy ludzie wykorzystują dobroć i po trosze naiwność innych. Uważajcie…
    A zdjęcie jednakowoż warto byłoby upublicznić. Szkoda, że nie wpadłem na pomysł fotki ze znanym szermierzem…
    Niemniej, pozdrawiam Cię Tomku, jeśli tak się naprawdę nazywasz i mam nadzieję, że przestaniesz oszukiwać. Wtedy też nie zabraknie chcących Ci pomóc.

  3. Pan dalej, działa. Mam nadzieję, że karma do niego wróci. Najgorsze jest to, że są ludzie potrzebujący i przez takiego typa robi się znieczulica.

  4. Dziś twierdził że nazywa się Tomek Adamski, szermierz o pseudo “szabla”…
    No ja go nie wsparłem bo jego historia w ogóle kupy się nie trzymała a nadmiarem szczegółów tylko zaprzeczał sam sobie. Nevermind…nadal o kulach chodzi i ściemnia wszystkim dookoła.

  5. Wow właśnie dałam się nabrać i mu pomogłam, jeszcze sobie pomyślałam, ze jestem okrutna i podejrzliwa, a tu proszę, mogłam sobie zaufać. Spiewka o byciu szermierzem Tomkiem Adamskim jest dalej grana, dziś potrzebował na benzynę na dojazd do szpitala i miał kule. Szkoda, ze po paru minutach zapadł się pod ziemię, bo powiedziałabym mu, że wiem o sciemie. Dzięki za ten artykuł!

  6. Tak oto i mój mąż okazal dobre serce choremu czlowiekowi, bo przecież idą święta a jemu brakuje na zastrzyki… Z tym by trzeba zrobic porządek! Moze jakis zbiorowy pozew?

  7. Dziękuję za artykuł, dzięki publikacji udało mi się uniknąć straty tych 50 zł oraz wstydu bycia oszukanym. Pomogłem jak mi się wydawało potrzebujacemu, pozegnałem się i z ciekawości wpisałem tomasz adamski w wyszukiwarkę. Udało mi się go dogonić 🙂

  8. Dziś był w Piasecznie w szpitalu i mówił, że jest byłym szermierzem i brakuje mu 70 zł na zastrzyki, bo miał spotkanie z tirem. Przedstawił się jako Tomek Adamski. Nie dałam mu kasy …. chodził po szpitalu i szukał naiwnych

  9. Ale Pan ma przemiał, wczoraj pod szpitalem na Banacha, nawet od matki z dzieckiem wyłudził 27ziko, toż to musi być piękny interes takie krasomówstwo 😀

  10. Dziś upolował mnie w Stocerze w Konstancinie… :/ Tomek Adamski, szermierz, kolega Diablo Włodarczyka, bedzie o nim i o diablo program w uwaga tvn za tydzien 😉

  11. Dzis mialem spotkanie z Szermierzem, w okolicach stadionu GOSIR w Piasecznie.
    Twierdzil, ze musi dostac sie do szpitala praskiego, bo szwy mu sie rozeszly po wypadku z tirem.
    Poruszal sie o kulach i potrzebowal 76 pln na lekarstwa i leki przeciwbolowe.
    W jego opowiesci bylo jednak zbyt duzo niescislosci. Nie pomoglem mu…

  12. Nadal prężnie działa. Dziś w okolicach poradni Zdrowie Piaseczna udało mu się mnie zatrzymać.
    „Potrzebuję do Szpitala Praskiego po zastrzyki pojechać.”
    Ja z Pragi wiec niewiele myśląc – wsiadaj Pan!
    Dzięki wielkie za ten artykuł, gość będzie miał chociaż kłopot żeby wrócić do domu, bo dzięki autorowi artykułu eurocenta nie dostał.

    Taka myśl – odnośnie naiwności. Myśle ze w większości przypadków delikwent zawdzięcza sukces przez podejście ludzi na zasadzie „dam na wszelki wypadek”.
    Czujemy, że to może być farmazon, ale dla świetego spokoju własnego sumienia dajemy mu siano.
    Sukces niewątpliwy, bo gość od paru lat trzyma sie swojego modelu biznesowego 🙂
    Pozdrawiam

  13. kur.. co za Typ, nie sądziłem że jest więcej osób o moim imieniu i nazwisku w Piasecznie, a tu ciach..
    oczywiście nie jestem tym Tomkiem o którym mowa wyżej, ale jak bym go spotkał to by szybko się z stąd ewakuował, pozdro

  14. Kwiecień b.r.- przechodził Czajewicza i Topolową – to jego wiosenny rewir i niedaleko szpitala. Brakowało mu kasy na zastrzyk z insuliny a właśnie go okradli a cukier mu spada
    .Rozwalił mnie tym ,że szukał ukradzionego portfela pod naszymi posesjami(moją i sąsiadów) jednocześnie naciskając na klamki furtek….Oczywiście zaproponowałam pomoc policji ,skoro został okradziony,zmył się z prędkością światła.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię