Tegoroczny Memoriał im. Walentego Kazubka rozstrzygnięty

0

PIASECZNO Choć rozgrywany co roku w przerwie zimowej Memoriał im. Walentego Kazubka uchodzi wciąż za nieoficjalne mistrzostwa powiatu piaseczyńskiego w piłce nożnej halowej, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że w ostatnich latach ranga imprezy nieco zmalała. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest coraz luźniejsze podejście do imprezy ze strony wielu lokalnych klubów

Przypomnijmy, że turniej, oprócz integracji lokalnego środowiska piłkarskiego i zapewnienia sportowych emocji kibicom, ma na cele upamiętnienie Walentego Kazubka – wieloletniego i zasłużonego prezesa Jedności Żabieniec, głównego organizatora zawodów. Obecny prezes Jedności Paweł Sawa nie ukrywał, że pierwotnie impreza – po raz pierwszy w historii – miała odbyć się pod balonem na stadionie miejskim w Piasecznie. Pomysł ten spotkał się to jednak z mieszanym przyjęciem ze strony uczestników, bo turniej miałby wówczas zupełnie inny charakter – piłka na sztucznej murawie rządzi się wszak zupełnie innymi prawami niż granie na hali. Do tego doszedł problem z miejscem dla kibiców oraz z zapewnieniem dla grających odpowiednio wysokiej temperatury, toteż ostatecznie zdecydowano się zagrać w hali Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji.

Nie wszyscy dotarli
Niestety, termin imprezy pokrył się również z rozgrywanym tego samego dnia turniejem Nadstal Cup, co nie pozostało bez wpływu na liczbę startujących zespołów. Oprócz Nadstalu Krzaków Czaplinkowskich zabrakło Korony Góry Kalwarii, Jeziorki Prażmów, FC Lesznowoli i… pierwszej drużyny MKS Piaseczno.
Biało-niebiescy, pod okiem trenera Bartosza Kobzy, pojawili się bowiem na turnieju drugim składem, z jedynie kilkoma zawodnikami z pierwszego zespołu (między innymi Zbigniewem Obłuskim). Osobną sprawą jest nieobecność KS Konstancin, który – mimo wcześniejszych deklaracji o udziale w imprezie – ostatecznie nie pojawił się tego dnia w hali GOSIR-u. Sytuacja ta zmusiła organizatorów do pewnych przetasowań w formule zawodów, w wyniku których do ćwierćfinałów wyszły wszystkie zespoły grające w grupie B.
Powody absencji poszczególnych drużyn były różne – a to niektóre kluby bały się o zdrowie swoich zawodników, a to ktoś miał akurat zaplanowany sparing, a to ktoś inny jeszcze nie zaczął jeszcze treningów przed startem ligi. Warto jednak podkreślić w tym miejscu pozytywny przykład ze strony Orła Baniochy, który nie tylko przyjechał na memoriał, ale i wystawił drugi (zwycięski – jak się później okazało) skład na równoległą imprezę w Górze Kalwarii. W tej sytuacji na słowa uznania zasługuje również postawa Football For Fun (przedstawicieli amatorskiej ligi piłkarskiej) i gości spoza powiatu – KS Raszyn, bez których jeszcze trudniej byłoby skompletować odpowiednią obsadę zawodów.

O awans nie było trudno
Ostatecznie do rywalizacji przystąpiło w ostatnią niedzielę dziewięć ekip. W pięcioosobowej grupie A od samego początku jak burza szedł zespół Laury Chylice, który wygrał wszystkie swoje ligowe mecze, pokonując kolejno Walkę Kosów (3:1), KS Raszyn (2:1), MKS Piaseczno 2 (4:0) i w meczu o pierwsze miejsce – jedną z największych pozytywnych niespodzianek zawodów – F4F (3:0). Na przeciwnym biegunie znalazła się z kolei Walka Kosów, która z jednym remisem (za to z późniejszym triumfatorem memoriału) i trzema porażkami niestety jako jedyny zespół nie zakwalifikował się do dalszej fazy rozgrywek. Raszyn rozkręcał się z kolei bardzo powoli, a drugie Piaseczno grało w kratkę.
W grupie B walczono w zasadzie tylko o kolejność w tabeli i jak najlepszą pozycję do walki w ćwierćfinale, co zresztą okazało się być potem złudne. Najlepiej wypadł w niej Orzeł Baniocha, który pokonał najpierw Spartę Jazgarzew (2:1) i Perłę Złotokłos (2:0), po czym zremisował (2:2) z Jednością Żabieniec. Gospodarze nie wygrali wprawdzie ani jednego spotkania, ale – wobec braku Konstancina – nawet ostatnie miejsce w grupie zapewniło im awans.

Zdecydowały indywidualności
Na prawdziwe emocje trzeba było jednak poczekać do fazy pucharowej. Szczególnie ciekawe i zacięte były mecze ćwierćfinałowe i już w pierwszym z nich doszło do sporej niespodzianki. Jedność zdołała bowiem zatrzymać rozpędzoną Laurę (1:1) i awansowała do półfinału po rzutach karnych. Pechowym strzelcem okazał się być tym razem Piotr Madetko. Nie mniej emocji było w konfrontacji Perły z Raszynem, która zakończyła się wynikiem 3:4.
– Niestety, nie udało nam się obronić pierwszego miejsca sprzed roku – skomentował Marcin Urbański, trener Perły Złotokłos. – Odpadliśmy z Raszynem po najlepszym i najbardziej zaciętym,według mnie, meczu całego turnieju z drużyną, która zajęła, jak się później okazało, pierwsze miejsce. Dlatego mamy duży niedosyt…
Także młoda ekipa F4F sprawiła sporo kłopotów czwartoligowcom z Jazgarzewa, którzy przeszli dalej dopiero po karnych (3:3, k. 3:4), a z imprezą – znów po karnych – pożegnało się za to Piaseczno (1:1, k. 6:7) w meczu z Orłem.
– Graliśmy tylko trzema ludźmi z pierwszej drużyny, więc do tej imprezy podeszliśmy bardziej rekreacyjnie – przyznał Zbigniew Obłuski, zawodnik MKS Piaseczno. – Choć gdybyśmy lepiej strzelali karne, to byłby półfinał.
W półfinale dobrą passę kontynuowali z kolei piłkarze z Baniochy, którzy pokonali Spartę 2:1, a spotkanie Jedności z Raszynem nie zakończyło się w regulaminowym czasie gry (1:1). Tym razem szczęście nie dopisało jednak gospodarzom – rzuty karne lepiej wykonywali goście (2:3). Mecz o trzecie miejsce nie był specjalnie porywającym widowiskiem. Sparta, po golu Marcina Sokoła, prowadziła 1:0 i bez większych problemów dowiozła ten wynik do końca. Finał był natomiast dość jednostronnym pojedynkiem. Zmęczony Orzeł nie był w stanie przeciwstawić się precyzyjnie wykańczającym swoje akcje czwartoligowcom. Raszyn prowadził już pewnie 4:0 i dopiero w końcówce pozwolił Baniosze na honorowe trafianie, które nie mogło już odmienić losów tego pojedynku.
– Wielu przed turniejem nie obstawiło, że Orzeł zajdzie tak daleko, ale po pierwszym meczu było już słychać, że gramy fantastyczny futbol i widzą nas w finale – mówi Cezary Kur, zawodnik Orła Baniochy. – Było to mega motywujące, ponieważ jesteśmy zespołem z A klasy, który pokonał dwa mocne zespoły z IV ligi i jeden z ligi okręgowej, wzmocniony również zawodnikami z czołowej drużyny IV ligi. Uważam, że drugie miejsce w mocno obsadzonym Memoriale Kazubka i pierwsze miejsce na Nadstal Cup w Górze Kalwarii to duży powód do dumy. W imieniu kolegów z drużyny dziękuję wszystkim kibicom, którzy wspierali nas swoim genialnym dopingiem przez cały turniej!
Na zakończenie odbyło się tradycyjne wręczenie pucharów – dla wszystkich uczestników imprezy. Wyróżniono również trzech zawodników indywidualnie. Królem strzelców został Michał Prażuch, najlepszym zawodnikiem – Sylwester Patejuk, a najlepszym bramkarzem wybrano Sebastiana Belkę z Jedności Żabieniec. Kolejny memoriał odbędzie się, najprawdopodobniej znów w hali Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji, już za rok.
– Chciałbym podziękować panu Markowi Frączowi z GOSiR’u za pomoc w organizacji, wszystkim drużynom za udział i wspaniałą zabawę oraz Kurierowi Południowemu za patronat medialny – podsumował Paweł Sawa, prezes LKS Jedność Żabieniec.

Grzegorz Tylec

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię