KONSTANCIN-JEZIORNA Mieszkaniec narzeka, że z powodu spiętrzenia wody na stawie w Opaczy-Borku, będzie mu zalewać piwnicę. – Gdybym nie zablokowali odpływu, wyginęłyby ryby – odpowiada dzierżawca zbiornika


Dom mieszkańca Opaczy-Borku (chciał pozostać anonimowy) od brzegu starorzecza dzieli tylko droga. Mężczyzna twierdzi, że przybór wody w stawie powoduje zalewanie jego piwnicy. Teraz jednak mokro w niej nie jest, nasz czytelnik obawia się na przyszłość.

– Przyjdą roztopy, poziom wody się podniesie i będę wyciągał gnój z piwnicy z powodu widzimisię tego pana, a mam tam warzywa. Ryby są ważne, ale trzeba też myśleć o ludziach – narzeka nasz rozmówca. – Jeszcze kilka tygodni temu woda ze zbiornika swobodnie spływała do Kanału Habdzińskiego. Przyjechał ten pan i szczelnie zatkał odpływ workami z piaskiem – wskazuje.

Ponieważ mieszkaniec uważa, że działanie dzierżawcy stawu było niezgodne z prawem, wezwał na miejsce straż miejską i urzędników z gminnego wydziału ochrony środowiska.

– Opady tej zimy były słabe i poziom wody w starorzeczu musi być chociaż minimalny, aby przeżyły ryby – tłumaczy Jadwiga Lenarczyk z owego wydziału – Jednak skoro wspólnota gruntowa wydzierżawiła ten zbiornik, to ona powinna ustalić zasady korzystania ze zbiornika. Gmina nic do tego nie ma – tłumaczy.

– Bo niby bogatemu wolno więcej? – zżyma się na obojętność urzędników mieszkaniec Opaczy-Borku.

Bogdan Komosa, przewodniczący zarządu wspólnoty gruntowej z Opaczy tłumaczy, że jest zadowolony z tego, co robi dzierżawca, bo zadbał on o brzegi starorzecza, kosi je i porządkuje.

– Zatamowany odpływ zapobiega także wpływaniu wody z kanału do zbiornika, bo często w kanale jest wysoki stan wody – tłumaczy Komosa. – Jestem przekonany, że powodem zalewania piwnicy u tego pana nie jest woda w stawie, ale wysoki poziom wód gruntowych w Borku. Tam u nich ciągle woda stoi na polach – dodaje.

Elżbieta Rychlicka, sołtys Opaczy również chwali postępowanie dzierżawcy i podkreśla, że do tej pory żadnych skargi na jego działanie nie było. – Ten pan dba o staw. Zrobiło się ładnie – komentuje.

Dzierżawca – Janusz Odoliński przekonuje, że zatamował odpływ, aby ze zbiornika nie uciekała woda do pogłębionego kanału. – Wyginęłyby ryby, a niedawno wpuściłem ich więcej. Nie robię tego dla siebie, zysku, ale dla dobra wspólnego, żeby wszyscy mieszkańcy mogli je łowić – argumentuje. – Narzeka tylko ten jeden pan. Pytałem go, o co mu chodzi, ale mi nie odpowiedział. Myślę, że gdyby woda odpłynęła ze stawu, powstałoby bagno, byłby smród i wtedy jeszcze bardziej by mu to przeszkadzało – dodaje i przypomina, że były lata, kiedy w stawie było i metr więcej wody niż obecnie. – Nikomu to wtedy nie wadziło. Nie rozumiem, skąd teraz ta cała awantura.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź komentarz !
Podaj swoje Imię